Strona Główna

Nasz program

O nas

Forum

Galeria zdjęć

PIONIERZY

Kontakt
Artykuły:
Jan Włodarek
Historia
Sylwetki
Wywiady
Porady
Trening
Dietetyka
Medycyna
Wspomaganie
Sterydy
Ośrodki
RÓŻNE
Statystyka
Odwiedziło nas:
4302463
osób.
Oni są z nami:
Powrót po 36 latach. Autor: Jan Włodarek

( Jerzy Pachocki na okładce dwutygodnika „Sport dla Wszystkich”, 1964 r., fot. W. Siemianowski)

72 URODZINY JURKA DZIŚ PRZYPOMINAMY


Jan Włodarek rozmawia z jednym z najwszechstronniejszych kulturystów lat sześćdziesiątych, Jerzym Pachockim.

Jerzy Pachocki (dla kolegów "Sarmata") wśród kulturystów lat 1960 -1965 wyróżniał się proporcjonalnie umięśnioną sylwetką oraz wyjątkową sprawnością fizyczną. Z powodzeniem uprawiał kulturystykę, lekkoatletykę, kolarstwo, wioślarstwo i podnoszenie ciężarów. Był bardzo popularny w sportowym światku tamtych lat.
Pewnego dnia jego sportowe możliwości i ambicje nagle przekreślił wypadek. Jurek stał się inwalidą bez nadziei, że jeszcze kiedykolwiek będzie w stanie uprawiać sport. A jednak pokonał samego siebie i mając już 62 lata na karku, po długim okresie żmudnych ćwiczeń rehabilitacyjno - gimnastycznych, ponownie zaczął trenować kulturystykę!



Czy w latach 50-tych i 60-tych młodzi ludzie garnęli się do sportu bardziej niż dzisiaj?
Na pewno tak, bo nie istniało tak wiele możliwości alternatywnych jak dzisiaj. Telewizja była w powijakach, o komputerach jeszcze nikt nie słyszał, ulicami jeździły furmanki konne. Ale jednak były to czasy, w których każdy, jeśli tylko chciał, mógł "zapisać się" do klubu i "wyżywać się" na treningach pod okiem trenera. Działacze patrzyli na takich bardzo przychylnym wzrokiem. Sport był zresztą w rządowym programie wychowawczym, więc szły na to pieniądze z budżetu.

A od czego Ty sam zaczynałeś jako nastolatek?
Swoją przygodę ze sportem zacząłem w warszawskiej „Legii”, z tym, że wtedy nazywało się to CWKS, czyli Centralny Wojskowy Klub Sportowy. Grałem w piłkę nożną, po czym z niezłymi rezultatami zawzięcie trenowałem lekkoatletykę. Najpierw specjalizowałem się w biegach długich, później pchałem kulą, bo marzyły mi się występy w dziesięcioboju.

I co wyszło z tych ambitnych planów?
Niewykluczone, że wyszłoby dużo więcej niż w ogóle wyszło, ale wtedy całą Polskę ogarniała gorączka kolarska. Wyścig Pokoju miał wtedy chyba „oglądalność” taką, jakiej nie maja dziś wszystkie sporty razem wzięte. Z tym, że niedosłownie oglądalność, raczej „słyszalność” bo imprezom kibicowało się za pośrednictwem radia.

Czy to oznacza, że któregoś dnia pogoniłeś za kolarzami?
Jeszcze nie od razu, ale jednak po kilku miesiącach intensywnego treningu, zacząłem ścigać się na rowerze. Startowałem w wyścigach m. in. w 1955 roku w warszawskim "Małym Wyścigu Pokoju". Do "dużego" nie dołączyłem, bo znowu spodobało mi się coś nowego.

Kulturystyki jeszcze wtedy u nas nie było.
Nie było kulturystyki, ale już wtedy można było uprawiać ćwiczenia siłowo-wytrzymałościowe na przykład przy pomocy wioseł. Jak akurat to zacząłem robić. W latach 1959 - 1962 wyczynowo trenowałem wioślarstwo w WKS "Gwardia" Warszawa. Brałem udział w ogólnopolskich regatach oraz w Mistrzostwach Polski, startując w jedynce i w składzie czwórki oraz ósemki.

No to była okazja do wyrobienia sobie niezłej krzepy przy takich wyczynach!
Jak najbardziej. Bo w tym samym czasie, oczywiście w przerwach między treningami wioślarskimi, chodziłem na ciężary do Robotniczego Klubu Sportowego "Sarmata"

Wioślarstwo i ciężary to chyba był korzystny zestaw. Jak to się przekładało na wyniki sportowe?
Nie miałem powodów do narzekań, bo w trójboju doszedłem do 330 kg. (105 kg - wyciskanie, 100 kg - rwanie i 125 kg podrzut). Wystartowałem w silnie obsadzonych mistrzostwach Centralnej Rady Związków Zawodowych i zająłem VI miejsce w kategorii średniej. Wtedy to się bardzo liczyło.

Każda epoka ma swoich idolów. Kto był Twoim wzorem do naśladowania?
Zawsze chciałem być takim jak najlepsi, niezależnie od dziedziny sportowej. W kolarstwie imponowały mi wyniki Polaka Stanisława Królaka, Holendra Piet Damena i Czecha Honzy Veselego. W podnoszeniu ciężarów wzorem stał się z czasem Waldemar Baszanowski. W wioślarstwie starałem się podpatrywać Teodora Kocerkę, 18–krotnego mistrza Polski w jedynkach. Ten Wielki Mistrz, uważał, że trening wioślarski to nie tylko przepłynięcie nawet kilkudziesięciu kilometrów dziennie, ale przede wszystkim ogólne przygotowanie sprawnościowe i wytrzymałościowo–siłowe. Więc trzeba było biegać, wykonywać ćwiczenia gimnastyczne i ciężką pracę ze sztangą "przerzucając" na treningu 10 ton ciężarów, dla wyrobienia mięśni potrzebnych do dobrego wiosłowania.

Wygląda na to, że w każdej dyscyplinie, którą tylko uprawiałeś, miałeś szansę uzyskania sukcesu.
Faktycznie tak było. Byłem chyba podatny na ćwiczenia, bo mój organizm dobrze na nie reagował. Systematycznie trenując, szybko poprawiałem swoją fizyczną wydolność organizmu i zarazem wyniki sportowe. Zauważali to trenerzy: Andrzej Ruciński (kolarstwo), późniejszy szef wyszkolenia kadry narodowej, Jerzy Korycki (wioślarstwo) oraz Mirosław Wożniak (podnoszenie ciężarów). Ocenili, że mam talent do uprawniania tych dyscyplin i szansę na osiągnięcie mistrzowskiego poziomu.




(1962 rok, „chłopcy z Sarmaty” na zdjęciu z arch. Jurka. Od lewej: Ryszard Adamczyk, Jerzy Pachocki i Gabriel Gołębiowski)

Z czasem pojawiła się jednak kulturystyka. Czy bardziej prestiżowe było uprawianie dyscypliny olimpijskiej niż kulturystyki, nie uznawanej wtedy w Polsce jako sport?
Inne były wyobrażenia o nowej dyscyplinie starych wygów sportowych, a inne młodzieży. Mnie i innych młodych "gnało" do nowego i w tych czasach bardzo modnego sportu - kulturystyki. Moja chęć zostania silnym i umięśnionym wynikała jeszcze z dzieciństwa, gdy byłem mikrym i najsłabszym chłopcem w klasie. Dziś też głownie z tego samego powodu chłopcy wybierają siłownię. Wówczas ogromne wrażenie zrobiły na mnie estetyczne sylwetki i siła wspaniale zbudowanych kulturystów: Steve Revesa, Gue Mierczuka oraz znakomitego ciężarowca i kulturysty Tommy Kono, do których chciałem się upodobnić. Do ćwiczeń siłowych zachęciły mnie też publikacje Stanisława Zakrzewskiego, przystępnie propagujące kulturystykę. Zrezygnowałem więc z uprawniania dyscyplin olimpijskich, tym samym tracąc szansę na ewentualny sukces, powszechne uznanie oraz korzyści materialne.

Kulturystyka stała się Twoim głównym celem życiowym?
Nie aż tak dosłownie. Byłoby to niedorzeczne i bez perspektyw na przyszłość. Kulturystykę traktowałem tylko jako dalszy ciąg mojej przygody sportowej. Dlatego nie zaniedbywałem nauki, studiując w SGGW na Wydziale Melioracji Wodnych. Dużo czasu poświęcałem matematyce i fizyce. Pasjonowałem się też grą w szachy i rysunkiem artystycznym. Ćwiczenia stały się tylko elementem mojego stylu życia. Dziś mogę powiedzieć, że takie podejście do sportu pozwoliło mi odpowiednio ukształtować psychikę i przygotować się do dorosłego życia. Założyłem rodzinę i zdobyłem dobry zawód, umożliwiający godną egzystencję.

Jak się wtedy trenowało, żeby zdobyć masę mięśniową, a przede wszystkim siłę?
Ćwiczyłem intensywnie 3 razy w tygodniu po 2 godz. w R.K.S "Sarmata" Warszawa, pod kierunkiem Mirosława Wożniaka, doświadczonego trenera kulturystyki i podnoszenia ciężarów. W treningach uwzględnialiśmy metody treningowe i porady Stanisława Zakrzewskiego przedstawiane na łamach "Sportu dla Wszystkich". Warto przypomnieć, że wówczas warunkiem dopuszczenia do treningu było aktualne badania lekarskie (powtarzane co 6 miesięcy). Przestrzegano też zasady, że trening należy poprzedzać 15-minutową rozgrzewką; ćwiczyć wg opracowanego indywidualnego konspektu treningu, a po treningu siłowym wykonywało się ćwiczenia gimnastyczno - akrobatyczne. Ćwiczący nie pił alkoholu i nie palił papierosów.

Wspomnijmy co nieco o sprzęcie z tamtych lat!
Sprzętu takiego jak dziś w ogóle nie było. Cały nasz "majątek" to tylko kilka skrzyń i ławeczek gimnastycznych do ćwiczeń w pozycji leżącej, wybrakowane sztangi z gryfem dość mocno wysłużonym a więc wygiętym oraz chałupniczym sposobem wykonane sztangielki. Żeby go maksymalnie wykorzystać na dużej sali gimnastycznej ustawiono stanowiska ćwiczebne, na których "pracowało" po 6 osób. Po wykonaniu ćwiczenia przechodziliśmy do następnej "stacji" treningowej. Dzięki temu wszyscy mogli zaliczyć swoje serie.

A ilu było chętnych na te "stacje treningowe"?
Z dnia na dzień coraz więcej. W środku zawsze był tłok, a za drzwiami sali kilkunastu kandydatów na przyszłych atletów czekało na wolne miejsce. Za to w lecie było przyjemniej, bo wychodziliśmy z sali, przenosząc się nad Wisłę na przystanie ośrodków żeglarskich i plaże, gdzie zawsze znalazła się sztanga i drążek. Trenowaliśmy ostro, nieraz rywalizując z ciężarowcami i wioślarzami w ciągach, podrzucie, wyciskaniu itp., a słońce nam nie szkodziło. Był też naturalny doping, gdyż kibicowały nam tłumy gapiów i ładne dziewczęta. Po treningu siłowym, ochoczo wiosłowaliśmy po rzece. Można było też pływać w zacumowanych na Wiśle drewnianych basenach lub biegać nabrzeżem. Nie lada też wakacyjną frajdą było uczestniczenie wraz ciężarowcami w klubowych zgrupowaniach np. w Zakopanem lub w Cetniewie czy w Spale.




(Rok 2002, Jurek w siłowni, fot. Jan Włodarek)

Trzeba tu dodać, że w krótkim czasie stałeś się czołowym kulturystą kraju rywalizującym z najlepszymi. Twoimi przeciwnikami byli tacy zawodnicy, jak mistrz Andrzej Jasiński i wszechstronny sportowiec Józef Radziwiłko.
Można powiedzieć, że systematyczny trening zdziałał cuda. Na tempo mojego rozwoju wpływało moje wcześniejsze ogólnorozwojowe przygotowanie fizyczne. Wzrastała siła, ciało stawało się coraz bardziej umięśnione, więc warto było sprawdzić się w rywalizacji z najlepszymi. Zadebiutowałem na początku 1962 r. w meczu kulturystycznym "Sarmata" - "Herkules". W mojej kategorii wagowej walczyłem z Janem Rozmarynowskim, finalistą Mistrzostw Polski w Sopocie, późniejszym fotograficznym kronikarzem historii polskiej kulturystyki. Ale szczyt mojej formy przypadł na lata 1963-1965, kiedy to kilkanaście razy startowałem w zawodach rywalizując z najlepszymi, m.in. w kulturystycznych zawodach dla ciężarowców, przeprowadzanych w ramach mistrzostw Polski w podnoszeniu ciężarów oraz w 1963 r. w ogólnopolskich zawodach organizowanych przez KS "Herkules". Wygrał Jasiński, ja byłem wtedy trzeci.

Pamiętasz może swoje najlepsze rezultaty z tego okresu?
Wówczas moje dane antropometryczne przedstawiały się następująco: wzrost - 178 cm, waga - 78 kg, obwód kl. piersiowej - 114 cm, talia - 72 cm, biceps - 40 cm; zaś rekordy siłowe to w wyciskaniu sztangi leżąc - 130 kg, w trójboju podnoszenia ciężarów - 330 kg, w przysiadzie - 160 kg i w martwym ciągu - 210 kg.

A może pamiętasz nasz wspólny start w mistrzostwach Polski - "Sopot 65", w których Ty byłeś jednym z faworytów, a ja debiutowałem?
Oczywiście! Byłem dobrze przygotowany i w wyśmienitym nastroju po opublikowaniu mojego zdjęcia na okładce "Sportu dla Wszystkich", ukazującego się wtedy w nakładzie 100 tysięcy egzemplarzy. To były zawody najlepszych, ciężkie, bo przez dwa dni w pełnym słońcu walczyło się w wielu konkurencjach: estetycznych (pozowanie i ocena umięśnienia), siłowych (wyciskanie leżąc, podrzut i przysiady) oraz w ćwiczeniach gimnastyczno - akrobatycznych. Uzyskałem dobre oceny w pozowaniu i za ćwiczenia gimnastyczne, ale było to za mało, aby wygrać z debiutantem Janem Włodarkiem, który od tych zawodów zwyciężał już we wszystkich mistrzowskich zawodach. Ja zająłem V miejsce. Sopot wspominam mile, gdyż tam rywalizowało się we wspaniałej koleżeńskiej atmosferze i w niepowtarzalnej scenerii, a po zawodach można było wypocząć na plaży, zaś wieczorem przeżywać muzyczną ucztę pod namiotem, w lokalu "Non stop". Te zawody kojarzę też z nowymi przyjaźniami, które przetrwały do dziś.

Po sopockich zawodach zniknąłeś zupełnie z kulturystycznej sceny. Co się stało?
Życie rodzinne i praca zajmowały dużo czasu. Mogłem ćwiczyć tylko "dla siebie", rekreacyjnie. Później doszły jeszcze występy w Teatrze Współczesnym w sztuce Bernarda Shaw’a "Androkles i Lew" reżyserowanej przez Erwina Axera. Grałem małą ale widoczną w ciągu całego spektaklu rólkę gladiatora. Przy tej okazji poznałem grające w tej sztuce sławy polskiej sceny: Tadeusza Fijewskiego, Zbigniewa Zapasiewicza, Aleksandra Bardiniego, Martę Lipińską i Mieczysława Czechowicza.

Ale ponieważ zawsze byłeś niespokojną duszą, więc znowu coś Ci się przytrafiło.
Pod koniec 1965 r. wyjechałem na stypendium do Londynu. Tam zapoznałem się z nowymi i efektywnymi metodami treningu kulturystycznego, znacznie różniącymi się od stosowanych w Polsce, a przy okazji zaprzyjaźniłem się z angielskimi atletami. Po powrocie do kraju przez kilka lat pracowałem przy regulacji rzeki Biebrzy i melioracji okolicznych bagien. Ćwiczyłem wykonując "pompki", rąbiąc drzewo i podciągając się na gałęziach lub wspinając się po linie. Nagle to wszystko, co uzyskałem ćwicząc kulturystykę, przekreślił groźny dla mojego zdrowia wypadek. Musiałem walczyć najpierw o życie, a potem już tylko o zdrowie.

No i niespodzianka po wielu latach! Na początku 2001 roku spotkałem Cię trenującego w warszawskiej "Syrence".
Od zawodów w Sopocie do naszego powtórnego spotkania w "Syrence" upłynęło 36 lat. Przez ten okres przebyłem bardzo długą i ciernistą drogę. Po wypadku stałem się inwalidą. Byłem wrakiem człowieka, z niedowładem lewej strony ciała i uszkodzonym kręgosłupem, z trudem poruszającym się o lasce. Na początku byłem załamany, ale z iskrą nadziei, że uporem i sumiennością, silnie utrwalonymi przez lata uprawiania sportu, choć trochę zniweluję moje kalectwo.

Okropnie długo trzeba było czekać na Twoje powtórne narodziny!
Niestety, to prawda. Na szczęście lata ćwiczeń rehabilitacyjnych dały poprawę mojego stanu zdrowia. To zdopingowało mnie do dalszej walki o sprawność własnego ciała. Po konsultacji z lekarzem, w domu rozpocząłem - w szerszym zakresie niż dotychczas - leczenie przez "ruch". Dzień zaczynałem od gimnastyki, zaś po południu nieraz przez kilka godzin wykonywałem zalecone mi proste ćwiczenia, niektóre z obciążeniem. Na początek było to 0,5 kg, odpowiadające moim możliwościom ruchowym i sile. Mój trud opłacił się. Stał się "cud", bo wzmocniony i rozruszany prawie normalnie mogłem się poruszać. W następnym etapie "leczenia" nie wystarczyły mi już malutkie ciężarki. W 1998 roku zrobiłem sztangę, sztangielki i drążek i codziennie przez 2 godziny ćwiczyłem wszystkie grupy mięśniowe. Zacząłem też jeździć na rowerze, nawet 70 kilometrów dziennie. Moje główne dolegliwości ustąpiły, poczułem, że moje ciało stało się nie tylko sprawniejsze i silniejsze, ale i młodsze, a przecież miałem już ponad 60 lat.




(Od prawej: Jurek Pachocki i Jan Włodarek w 2003 roku, fot. J. W.)

A więc wygrałeś swoją walkę. To co zyskałeś, oznacza więcej niż sportowe mistrzostwo, więcej niż medal. Teraz chyba nie odpuścisz i będziesz nadal ćwiczył?
Muszę dalej ćwiczyć, tym bardziej, że jeszcze jest trochę do naprawienia w moim organizmie. Dziś bez kulturystyki nie wyobrażam sobie normalnego funkcjonowania. Od roku regularnie trenuję w przyjaznym mi warszawskim Ośrodku "Syrenka", przeważnie 3-4 razy w tygodniu po 3 godziny. Trening rozpoczynam od 15 minutowej rozgrzewki. Ćwiczenia siłowe wykonuję leżąc lub siedząc, ale z oparciem pleców. Mają one charakter rekreacyjny z akcentem na rehabilitację mojego organizmu. Są różnorodne i dotyczą wszystkich głównych mięśni. Moim ulubionym ćwiczeniem jest wyciskanie sztangielek w pozycji leżącej. Wykonuję je z obciążeniem od 5 do 32,5 kg. Przez cały rok (2 x w tygodniu) pływam, a od kwietnia do końca października jeżdżę na rowerze.

Ostatnie dwa pytania. Współczesnym kulturystom zarzuca się m.in. że myślą wyłącznie o rozwijaniu mięśni zaniedbując wszechstronny rozwój fizyczny. Co o tym sądzisz?
Dużo w tym prawdy. Na ogół dzisiejszy kulturysta ćwiczy na "masę mięśniową", ale jednostronnie i statycznie, unika ćwiczeń ogólnorozwojowych, przeważnie też nie uprawia innych sportów. Więc gdy taki "atleta" chce zaprezentować swoją sprawność , np. w ćwiczeniach gimnastycznych czy grach zespołowych to ma trudności w ich wykonaniu, czym wzbudza powszechne zdumienie obserwatorów. Wydaje się, że przyczyna tego stanu wywodzi się z kulturystyki wyczynowej, w której liczą się tylko mięśnie, a najlepiej duże. Dzisiejsze krytyczne uwagi w sumie sprowadzają się do stwierdzenia, że kulturystyka niesie zagrożenia, wynikające przede wszystkim z zażywania przez znaczną część ćwiczących niedozwolonych środków dopingujących i wspomagających wzrost mięśni.

Czy w latach 60 - tych kulturyści stosowali farmaceutyczne wspomaganie rozwoju swoich mięśni?
Nic podobnego! Jeśli znajdzie się niedowiarek, o tym może szybko przekonać się oglądając zdjęcia ówczesnych atletów. Jest też faktem, że mistrzowie z tamtych lat ćwicząc nie niszczyli swojego zdrowia. Pomimo, że niektórzy z nich mają już dużo ponad 55 lat są zdrowi i wciąż ćwiczą kulturystykę. Spośród "weteranów" można m.in. wymienić Bogusława Krydzińskiego, Leopolda Dzitkowskiego, prof. Stefana Krajewskiego, Jana Rozmarynowskiego, Stefana Polisa, Wiesława Wnęka oraz mojego rozmówcę. Godnym podziwu są rezultaty 66-go Józefa Radziwiłki i Wiesława Chałasa, dalej startujących w mistrzowskich zawodach.
Dla starych mistrzów kulturystyka to dalej "Siła, Sprawność i Zdrowie".
Dziękuję za rozmowę. Jan Włodarek. marzec 2002 r

JWIP.PL. DWA LATA TEMU, JURKA STAN ZDROWIA ULEGŁ POGORSZENIU. ODEZWAŁY SIĘ SKUTKI POWAŻNEGO WYPADKU, KTÓREMU ULEGŁ W LATACH 60 – TYCH. OBECNIE NIE MOŻE ĆWICZYĆ. W DNIU JEGO URODZIN ŻYCZYMY MU ZWYCIĘSTWA Z CHOROBĄ!
Warszawa 3 maja 2011 r.
Rej.342./Wywiady -14 / 2011.05.03/
Ostatnia aktualizacja: 2011.05.08. Godz.10:53



Nie należy rozpoczynać treningu siłowego pod wpływem środków dopingujących i odurzających. Przed wykonywaniem opisanych tutaj metod treningowych i ćwiczeń należy się skonsultować z lekarzem. Autorzy i właściciel strony JWIP.PL nie ponoszą jakiejkolwiek odpowiedzialności za skutki działań wynikających bezpośrednio lub pośrednio z wykorzystania informacji zawartych na tej stronie.
Ostatnie Artykuły
Zmarł Antoni Kołe...
Pozdrowienia z wa...
Przemysław Kwiatk...
Stawiałem na wsze...
Cytryna na zdrowi...
Flesz
Wyróżnieni  medalem "50-lat Błyskawicy"
Wyróżnieni medalem "50-lat Błyskawicy"
JUBILEUSZ "BŁYSKAWICY"
Na forum
Tylko aktywnych zapraszamy na forum
oraz
do Pionierów



















































Jeżeli na tej stronie widzisz błąd, napisz do nas.

Jan Włodarek | Historia | Sylwetki | Wywiady | Porady | Trening | Dietetyka | Medycyna | Wspomaganie | Sterydy | Ośrodki | RÓŻNE