Strona Główna

Nasz program

O nas

Forum

Galeria zdjęć

PIONIERZY

Kontakt
Artykuły:
Jan Włodarek
Historia
Sylwetki
Wywiady
Porady
Trening
Dietetyka
Medycyna
Wspomaganie
Sterydy
Ośrodki
RÓŻNE
Statystyka
Odwiedziło nas:
4302468
osób.
Oni są z nami:
Bogdan Kaszuba znad morza. Rozmawia; Jan Włodarek

(Na zdjęciu: Bogdan Kaszuba z medalem "Jesteś Wielki", fot. Jan Włodarek)

Przy kawie z Bogdanem Kaszubą, instruktorem kulturystyki, właścicielem siłowni w Ustce oraz długoletnim członkiem zarządu Polskiego Związku Kulturystyki Fitness i Trójboju Siłowego (dalej PZK) rozmawia Jan Włodarek.

W późne sobotnie popołudnie ulice Ustki zalewał 30 - stopniowy żar, więc kto tylko mógł „smażył” się na plaży lub moczył się w morzu chłodząc swoje rozgrzane ciało. Idąc wyludnionymi ulicami na umówione spotkanie z Bogdanem Kaszubą starałem się mężnie znosić ukrop lejący się z nieba i żar buchający od rozgrzanego asfaltu. Rozpinałem kolejne guziki koszuli oczekując chociaż na mały wiaterek od morza. Nic z tego, zapowiadało się na senną rozmowę.

Z chwilą przekraczania progu znanej w Ustce siłowni Bogdana Kaszuby o intrygującej nazwie „Heros” w moje ciało powrócił normalny krwioobieg. W piwnicznej siłowni było znaczenie przyjemniej niż na dworze, wręcz chłodno, a jej właściciel w swoim służbowym przytulnym pokoiku dysponował sporą kolekcją markowych kaw. Wiadomo, im bliżej portu tym podają lepsze i egzotyczne gatunki kawy. I tak się stało; Bogdan wyjął z lodówki dwie szklanki z zamrożoną markową brazylijską kawą przygotowaną na moje przybycie.
Gospodarz kipiący energią, o smukłej ale atletycznie umięśnionej sylwetce, ukrytej pod obszernym bawełnianym czarnym sweterkiem, ze swadą zaczął odpowiadać na moje pytania o pasji do ćwiczeń siłowo – gimnastycznych, dokonaniach organizatorskich na rzecz kulturystyki, pracy w charakterze instruktora i rehabilitanta.

Wśród znajomych uchodzisz za człowieka życzliwego, a zarazem upartego idącego drogą własnych pomysłów. Ostatnio pomimo braku środków finansowych i niewielkiego wsparcia ze strony kolegów z Pomorskiego Okręgowego Związku KFiTS postanowiłeś jednak przeprowadzić XXV Ogólnopolskie Zawody Kulturystyczne „Słupsk 2011” i nawet wydać dla gości sympatyczne przyjęcie z przejażdżką kutrem po morzu.
Od ostatnich dwudziestu lat prawie samodzielnie organizuję zawody w Słupsku i zawsze były jakieś problemy organizacyjne, które tuż przed zawodami udawało mi się pozytywnie rozwiązywać. Nie mogłem więc zrezygnować w tym roku, tym bardziej, że one miały być dwudzieste piąte. Prawie od 10 miesięcy szukałem usilnie sponsorów i dopiero kilkanaście dni przed terminem imprezy ich znalazłem. Tuż przed zawodami „wyskoczył” mi poważny problem z zawodnikami. Udział potwierdziło znacznie mnie zawodników, niż rok wcześniej przed zawodami „Słupsk 2010”. Liczyłem na udział mistrzów, najlepszych w kraju. Przyjechało ich tylko trzech; pozostali zdecydowali się uczestniczyć w konkurencyjnej imprezie lub postawili nadmierne żądania finansowe nie do spełnienia, gdyż nie zostały one przewidziane w zatwierdzonym już preliminarzu kosztów zawodów.

Ale jednak zawody się odbyły.
Organizacyjnie wszystko było zapięte. Martwiłem się jednak, czy przyjdą wszyscy zgłoszeni do zawodów. Słabo też szła przedsprzedaż biletów wstępu. W dniu zawodów przyjechało 21 uczestników w tym 6 zawodniczek, zabrakło kilku zaproszonych działaczy z PZK. W porównaniu do imprezy z ubiegłego roku była mniejsza ilość zawodników; a niektórzy z nich byli już w wakacyjnej formie , co mnie rozczarowało. Nie byłem też zadowolony z tego, że sala teatru tylko do połowy wypełniła się widzami. Przyczynę tego upatruje w tym, że w dniu rozgrywania zawodów w mieście odbywały się uroczystości komunijne.
Według mojej oceny zawody były dobrze przeprowadzone i emocjonalnie wciągnęły publiczność. Zawodnicy otrzymali ładne puchary ufundowane przez władze miasta, sponsorzy dorzucili odżywki. Świetnie na scenie wypadło uroczyste wręczenie pamiątkowych medali prezesowi i wiceprezesom PZK za całokształt ich działalności oraz pionierom polskiej kulturystyki, którzy przyczynili się do rozwoju tego sportu na Pomorzu.

No to teraz zaczynasz już przygotowywać następne dwudzieste szóste ogólnopolskie zawody w Słupsku?
Oj nie, jestem bardzo zmęczony, muszę wypocząć, pewnie widać to na mojej twarzy. Martwię się, czy z własnej kieszeni nie będę musiał dokładać do zawodów już przeprowadzonych.

To pewnie teraz skoncentrujesz się na prowadzeniu swojego ośrodka i na gromadzeniu środków finansowych?
Zajmuję się tym na bieżąco, przecież jestem w jednej osobie: instruktorem, rehabilitantem, pracownikiem odnowy biologicznej, masażystą, menadżerem, właścicielem, prezesem ogniska TKKF, które ma siedzibę w moim ośrodku, a jak potrzeba, to nawet mogę być sędzią sportowym, przewodnikiem turystycznym po okolicy.

Nie za wiele tych funkcji?
Przez lata nazbierało się!

Dobrze, ale co z koniecznością gromadzenia środków finansowych?
Bardzo bym chciał ich jak najwięcej. Możliwości „przerobowe” jednej osoby pełniącej jednoczenie kilkanaście funkcji są ograniczone. Nie lenię się pracując od godz. 9 do 21. Trzeba przecież utrzymać rodzinę i mieszkanie, płacić co miesiąc za wynajem pomieszczeń ośrodka. Jest jeszcze podatek od dochodu i różne obowiązkowe należności za zużytą elektryczność, wodę, za telefon, radio, internet itp. To wszystko wymusza na mnie nie tylko prowadzenie zajęć z ćwiczącymi kulturystykę. Żeby utrzymać się na powierzchni, od lat służę ludziom potrzebującym pomocy w zakresie rehabilitacji ruchowej i odnowy. Prowadzę kilka grup leczniczych osób w różnym wieku - z wadami postawy lub po urazach narządów ruchu.

Kulturystyka z ćwiczeniami rehabilitacyjnymi…
Kulturystyka rekreacyjna ma zarazem charakter zdrowotny, a połączenie tego z rehabilitacją dla potrzebujących stanowi dla mnie optymalne połączenie, biorąc pod uwagę również stronę ekonomiczną.

Rehabilitacja po kontuzjach w kulturystyce, to dziedzina mało znana w naszych siłowniach.
To prawda, bowiem tylko w dużych miastach i w tzw. molochach - fitness klubach jest na etacie lekarz lub specjalista odnowy biologicznej. Natomiast w osiedlowych, czy miejskich siłowniach, instruktor ma przeważnie mgliste pojęcie, jak rehabilitować ćwiczącego nawet po drobnym urazie. W moim ośrodku jest inaczej. Od wielu lat jestem instruktorem kulturystyki i jednocześnie zajmuję się pomaganiem ludziom i to nie tylko ćwiczącym kulturystykę w zwalczaniu ich bólu i usprawnianiu ruchowym. Mam w tym zakresie spora wiedzę, ale trzeba ją ciągle pogłębiać. Trudniejsze przypadki z zakresu rehabilitacji konsultuję na bieżąco ze Stanisławem Wielgusem - znakomitym specjalistą chorób kręgosłupa.

A co z wyczynem w Twoim ośrodku?
Nie jest możliwe, aby z prowadzenia kulturystyki wyczynowej utrzymać siłownie, a szczególnie, gdy dysponuje niewielką salą do ćwiczeń. Mój ośrodek jest zarejestrowany w PZK. Opłacam z tego tytułu roczną składkę, więc mam prawo do wystawiania zawodników na mistrzowskie zawody i z tego korzystam. Moi zawodnicy wywodzą sie z mojego ośrodka, ale przeważnie ćwiczą w okolicznych miasteczkach we własnych domach lub prywatnych siłowniach. Wszyscy są członkami ogniska TKKF, którego jestem prezesem.

Trochę to skomplikowane, bo oni jakby z „gwardii zaciężnej”?
Tak można powiedzieć. Chłopaki chcą startować w zawodach, ale tam gdzie ćwiczą nie ma klubu z licencją PZK, więc nie widzę powodów, aby ich nie przygarnąć pod moje „skrzydła”. Największą moją gwiazdą jest utytułowany Bartosz Guran. Oni ciężko trenują i nic z tego u mnie nie mają oprócz moich porad i sporadycznie zwrotu kosztów przejazdu na zawody.

To tak jak społecznicy – kulturyści z lat 60. Nawet mniej otrzymują, gdyż wówczas organizator zawodów zapewniał im darmowe zakwaterowanie, a nawet dawał dietę na posiłki w barze mlecznym. Nie było też opłat za udział w zawodach. A na zawody jechał pociągiem II klasy na koszt swojego Ogniska TKKF. Miał też własną ambicje i chęć rywalizacji.
Tak było przedtem, a teraz nawet jest trochę skromniej. Większość obecnych wyczynowców, a szczególnie tych młodych, mogą tylko pomarzyć, że ktoś im refunduje koszty przygotowania się do zawodów i w nich uczestniczenia. Potwierdza to moja obserwacja uczestników dorocznych „Debiutów”. Po tych zawodach 99 procent ich uczestników rezygnuje z uprawiania wyczynowej kulturystyki.

Potrzebne są pieniądze, które i tak jak w latach 60 – 70-tych były niezbędne, aby zorganizować zawody duże i na wysokim poziomie organizacyjno – sportowym. Już wtedy było to atrakcyjne widowisko kulturystyczne. Takie były przeważnie dwa razy do roku, zaś pod koniec lat 70. częściej. Pamiętasz?
Owszem. Pod koniec lat 60-tych organizacji zawodów uczyłem się od Ryszarda Sarnowskiego – szefa Okręgowej Komisji Kulturystyki w Poznaniu. Wówczas było łatwiej, bo duże kwoty wsparcia można było dostać od miasta, redakcji gazety, władz TKKF, oraz innych instytucji. Warunek był jeden, zawody nawet międzynarodowe musiały być organizowane z okazji, na przykład tygodnia kultury fizycznej, jubileuszu lub wyzwolenia miasta lub jakiegoś ważnego wydarzenia związanego z historia polski, czyli były przeprowadzane przeważnie w dniach święta państwowego. Były od tego wyjątki związane z mistrzostwami Polski; wówczas była dotacja z Zarządu Głównego TKKF, termin zawodów ustała Centralna Komisja Kulturystyki.

Było za darmo…
Były udogodnienia, jak darmowy wynajem sali widowiskowej. Z dotacji otrzymanej na organizacje zawodów pokrywano wszelkie koszty związane z imprezą , czyli zawodnik miał darmowe zakwaterowanie, nie płacił tzw. wpisowego, a publiczność nie musiała kupować biletów wstępu. Przy takim pełnym zabezpieczeniu wydatków były warunki, aby zawody stały się interesującym widowiskiem sprawnie przeprowadzonym.

Pamiętasz Mistrzostwa Polski Kulturystów zorganizowane w Lęborku w 1979 roku?
Były to zawody wzorowo zorganizowane i to przez Ognisko kulturystyczne istniejące przy ZSMP, którego prezesem był sekretarz komitetu miejskiego przewodniej partii. Pamiętam, ja – byłem z Ryszardem Sarnowskim, widziałem, z jakim rozmachem przeprowadzono te mistrzostwa.
Zawody chciały obejrzeć tłumy kłębiące przed wejściem na salę widowiskową. Oprócz najlepszych zawodników w kraju przybyli notable z resortu sportu, Polskiego Komitetu Olimpijskiego (był Zygmunt Smalcerz – mistrz olimpijski w podnoszeniu ciężarów i jakaś wielka „szycha”). Zawody zaszczyciło kierownictwo Zarządu Głównego TKKF oraz władze administracyjne – wojewoda z zastępcami oraz prawie cały komitet wojewódzki partii. A dziś, jak na zawodach zjawi się przedstawiciel władz miasta - jest to wydarzenie, o którym nie zawsze jest jakakolwiek wzmianka w lokalnej gazecie. O tym, że ktoś przybył z PZK nie warto nawet pisać, bo przecież ten związek na lokalne zawody nie daje nawet jednego złotego.

Na obecne czasy masz jakąś konkretną wizję sponsorowania zawodów?
W dzisiejszych czasach trudno jest cokolwiek wykonać społecznie, od lat nie ma chętnych do pracy za darmo. Jest związek kulturystów, którego działalność statutowa jest jeszcze dotowana z budżetu Państwa, ale i to się niedługo skończy. Najważniejsza jednak praca organizacyjna jest w terenie, którą zajmuje się po kilku społeczników skupionych w danym okręgowym związku kulturystyki. To oni biorą na swoje barki główny ciężar rozwoju kulturystyki sportowej w kraju. Możliwości spełnienia tej misji mają znikome, gdyż nie mają żadnych środków finansowych. Jeśli w tej grupie społeczników są właściciele jakiegoś interesu (siłownie, hurtownie, sklepy z odżywkami, czasopisma kulturystyczne itp.), to łatwej im coś zorganizować i pokazać widzom, a jednocześnie na tym skorzystać reklamując swoje produkty lub usługi. Ci zaś z najwyższej półki – rekiny finansowe z różych branż nie kwapią się do sponsorowania kulturystyki. Okręgowy związek, któremu przewodzę ma małe szanse na uzyskanie pomocy finansowej w wielkości pozwalającej na zorganizowanie dużej imprezy kulturystycznej o zasięgu ogólnopolskim. Ja jednak bez dotacji od związku od lat staram się organizować zawody i jakoś to mnie wychodzi. Nie ukrywam, że co roku mam poważne problemy finansowe szukam sponsorów.

Można przypuszczać, że kulturystyka sportowa ma przed sobą ogromną stromą górę. Czy będzie miała dość siły, aby się po niej wtoczy na szczyt?
Konieczna jest transformacja organizacyjno – finansowa. Kulturystyka sportowa niebawem będzie zdana na tych, co teraz na niej zarabiają. Muszą być ew. inne regulaminy rywalizacji, uwzględniające to, że impreza kulturystyczna nie powinna „ciągnąć” się godzinami, przez co już teraz na widowni są sami zawodnicy i osoby im towarzyszące z siłowni.

W ustrzyńskiej gazecie wyczytałem, że zostałeś wyróżniony medalem przez Międzynarodową Federacje Kulturystów, a okolicznościowym złotym medalem z okazji 25 - lecia istnienia Polskiego Związku Kulturystyki - za długoletnią pracę organizacyjną na rzecz rozwoju sportowej kulturystyki na terenie Pomorza.
W kulturystyce jestem od ponad 40 lat, zacząłem od lektury książek i artykułów Stanisława Zakrzewskiego. Młodzieńcze zafascynowanie tym, co Twórca polskiej szkoły kulturystyki pisał o silnych, sprawnych i atletycznie zbudowanych spowodowało, że sam zacząłem ćwiczyć, a po kilkunastu latach za namową Ryszarda Sarnowskiego z Piły zacząłem pomagać przy organizacji imprez kulturystycznych na terenie Pomorza. Uzyskałem niezbędne uprawnienia: instruktora rekreacji w specjalności kulturystyka i fitness, sędziego kulturystyki oraz menedżera w kulturze fizycznej. I tym zawodowo od wielu lat się zajmuję.
Wyróżnienia mojej pracy m.in. „złotym” medalem przyjąłem jako wyraz tego, że jej wyniki zostaną i w przyszłości dobrze ocenione przez władze kulturystyczne z siedzibą w Warszawie i międzynarodowe za oceanem, w Montrealu. Nie jest to jednak najważniejsze, bowiem wyżej cenie własną satysfakcje z tego co zrobiłem i robię na rzecz mieszkańców mojego miasta oraz jako Prezes Okręgowego Związku Kulturystyki… dla młodzieży Pomorza.

Medale kulturystyczne cieszą, gdyż są potwierdzeniem osiągnięć, ładnie się zresztą prezentują w gablocie Twojej siłowni...
Moje medale za zasługi, czy też medale złote naszych czołowych kulturystów zdobyte na mistrzowskich zawodach, najlepiej eksponować w siłowniach, bo są one chyba jedynym miejscem, w którym wzbudzają zainteresowanie i to tylko ćwiczących. Media ogólnopolskie nie informują o sukcesach naszej wyczynowej kulturystyki i przyznanych medalach. W prasie lokalnej nieraz ukaże się wzmianka. Lepiej jest w kulturystycznych pismach, które są czytane lub tylko oglądane jedynie przez część ćwiczących kulturystykę.
Siedząc za biurkiem od czasu do czasu spoglądam na inne swoje trofea, a szczególnie na złoty medal, który niedawno dostałem od Ciebie. W chwilach zwątpienia powtarzam w głowie treść wygrawerowanego na tym pamiątkowym i bardzo osobistym medalu - „Jesteś Wielki – Gratuluję!” I dalej napisane jest, że wszystko możesz. To dobra motywacja do pokonywania przeszkód. Dla mnie ten medal jest symbolem Twojej wiary w moje możliwości, a to zobowiązuje mnie do profesjonalizmu.

Może wkrótce zostaniesz wyróżniony największym „złotym” medalem w naszej kulturystyce, zwanym medalem z (jednym) diamentem?
Pewnie kiedyś. Przypuszczam, że diament to tylko szkiełko, błyskotka, ale prezesom związku bardzo się podoba (śmiech).

Twoje oddanie i zasługi dla kulturystyki zostały zauważone również w Stanach Zjednoczonych.
Dostrzegł je rodak z USA, profesor nauk medycznych i zaprosił mnie do Pensylwanii. Jest on entuzjastą polskiej kulturystyki. W ostatnich latach często przyjeżdżał do Polski. Oglądał m.in. ogólnopolskie zawody „Słupsk” oraz mistrzostwa Polski. Wstępny program mojego dwumiesięcznego pobytu w USA przewiduje wizyty w kilkunastu ośrodkach kulturystycznych oraz obserwacje rywalizacji najlepszych zawodowych kulturystów amerykańskich w zawodach „Mister Olympia”, „Arnold Classik”. Chcę też zapoznać się z organizacją pracy instruktora oraz metodami masażu sportowego stosowanego w ośrodkach zajmujących się rehabilitacja pourazową sportowców. Mam już paszport z długoterminową wizą, ale że względu na różne ważne moje osobiste sprawy i okoliczności, które wolałbym zachować dla siebie, wyjazd przełożyłem na przyszły rok. Z profesorem jestem w stałym kontakcie.

Od 1998 roku jesteś sędzią klasy międzynarodowej w kulturystyce i fitness, uhonorowanym za całokształt działalności wyróżnieniami związku oraz międzynarodowej federacji. Często zarząd PZK wysyła Ciebie za granice celem sędziowania w mistrzowskich zawodach?
Nie miałem przyjemności być wyznaczonym do sędziowaniana na zawodach poza granicami Polski.

To może wyjeżdżałeś z narodową ekipą?
Niestety nie!

Dziwne! Przejdźmy do przeszłości. Był czas, kiedy chciałeś zostać sławnym sportowcem?
W dzieciństwie. Marzenia miałem zgodne z panującą modą na dany sport. Prasa pisała, radio informowało o zdobytych medalach przez naszych lekkoatletów, to i ja chciałem im szybko dorównać, na początek w biegach i skokach.
Latem do upadłego w samotności „trenowałem”, biegając boso brzegiem morza; skakałem także w dal. Po obejrzeniu sensacyjnego filmu „Agent nr 1” z Karolem Strasburgerem zabrałem się za pływanie i nurkowanie. W miesiącu maju w głowie miałem „Wyścig Pokoju”, więc szykowałem formę kolarską i dzień w dzień wraz z kolegami pedałowałem na rowerze, oczywiście brzegiem morza, w kierunku Rowów. Rower miałem już mocno zużyty, więc często występowała jakaś awaria. I wówczas trzeba było na nogach wracać z popsutym rowerem, niosąc go lub prowadząc po piachu. . Dobrze pamiętam, jak w wieku 12 lat właśnie w pobliżu Rowów urwał się łańcuch przekładni i pierwszy raz zaliczyłem marsz na 12 kilometrowej trasie.

Był to biedny okres, lecz sobie radziłeś?
Szczególnie zimą brakowało mi sprzętu do ćwiczeń. Zrobiłem sobie narty z desek przywiązywanych do nóg grubym sznurem i na takim „sprzęcie” pokonywałem zaspy śnieżne na leśnych traktach. Były i zjazdy z górek, które zawsze kończyły się wywrotką. Miałem również bardzo zniszczone stare łyżwy przytwierdzane do kamaszków paskami od spodni.
W szkole podstawowej był już prawdziwy sport, bo istniało w niej Koło Sportowe specjalizujące się w zajęciach gimnastycznych. Będąc szkrabem z zamiłowaniem ćwiczyłem elementy akrobatycznej gimnastyki. Pokochałem chodzenie na rękach, wchodzenie po linie, szybko opanowałem technikę wspinania się z nogami w poziomce.

Było to dobre wszechstronne przygotowanie do uprawiania kulturystyki.
Wówczas tego nie wiedziałem, ale po latach zrozumiałem, ze same mięśnie i siła, to tylko atrapa atlety.

Magia dwutygodnika „Sport dla Wszystkich” zadziałała również i na Ciebie?
W 1966 roku przypadkowo kupiłem egzemplarz tego czasopisma, na okładce był Reg Park i chciałem szybko wyglądać tak jak on i być silnym. Na następny numer tego tytułu niecierpliwie czekałem, myśląc, jak zdobyć sprzęt potrzebny do uzyskania umięśnionej sylwetki. Odpowiedź na nurtujący mnie problem znalazłem w książce Stanisława ZAKRZEWSKIEGO pt. „Jak stać się silnym i sprawnym”.

Jaką odpowiedź?
Posługując się instrukcją redaktora Zakrzewskiego zrobiłem sobie sztangę i ciężarki. Do puszek nałożyłem cementu, a w środek wepchnąłem okrągły kij, po wyschnięciu były nawet zgrabne „kółka” które zakładałem na rurę. Większe obciążniki robiłem w garnku. Miałem też „pojedyncze ciężarki – małe garnki, ich „uszy” łączyłem drutem i w ten sposób były uchwyty pozwalające nawet do wykonywania różnych ćwiczeń, m.in. rozwijałem bicepsy.
Mogłem też podciągać się na trzepaku, służył mi za drążek, którego nie mogłem objąć dłonią. Jego grubość miała dużą zaletę, bowiem po kilku miesiącach na tym „przyrządzie” bardzo wzmocniłem przedramiona isiłę uścisku dłoni. Byłem wówczas lekkim i bez trudu podciągałem się na niezawodnym trzepaku.

A więc praca działa cuda!
Ćwiczyłem codziennie, w krótkim czasie już podciągałem się na jednej ręce stosując technikę „śruby”, spopularyzowaną przez Stanisława Zakrzewskiego na łamach „Sportu dla Wszystkich”. Po kilku następnych miesiącach zaniechałem skrętu przy podciąganiu i już siłowo kilka razy podciągałem się jedną ręką.. Ważąc ok. 50 kg, byłem w stanie stojąc wycisnąć płytę betonową o wadze 17 kg. Te dziecinne wyczyny z niedowierzaniem przyjmowane przez moich rówieśników budziły sensacje w szkolę,. W późniejszych latach powoli nabierałem ciała, głównie mięsnie, karmiony przez mamę zdrowymi produktami od rolników. Byłem coraz silniejszy, zaś sprawnością fizyczne dalej zadziwiałem rówieśników.

Miałeś talent, więc co się stało, że zrezygnowałeś z uprawiania sportowej kulturystyki?
Byłem ruchowo uzdolniony. Połknąłem bakcykla, który dalej mocno się mnie trzyma. Szczególnie do wykonywania ćwiczeń związanych z gimnastyką. Codziennie „maszerowałem” na rękach, wykonywałem „wymyki” i podciąganie na drążku, które opanowałem po mistrzowsku. W podciąganiu na drążku swój rekord doprowadziłem do 44 powtórzeń. Startowałem z powodzeniem w lokalnych zawodach kulturystycznych. Z biegiem przybywających mi lat zrozumiałem, że ważniejsza jest rodzina, praca, bo z uprawiania wyczynowej kulturystyki nie miałem szans na godziwie życie. Ćwiczyłem jednak dla siebie rekreacyjnie. Jednocześnie coraz bardziej interesowałem się prowadzeniem zajęć z młodzieżą i rehabilitacją ruchową. Starczało trochę czasu na zajmowanie się organizacją imprez kulturystycznych. Zostałem członkiem zarządu PZK i prezesem pomorskiego okręgu kulturystyki.

Kulturystyka wiąże się z osobistymi wątkiem Twojego życia. Czy więc zdrowa i wszechstronna kulturystyka i sens ówczesnych treningów ma szanse teraz dotrzeć do młodzieży?
Ćwiczący często dopytują się , jak było na początku naszej kulturystyki; szkoda, że z wyjątkiem Twojej strony JWIP.PL tego nikt nie przypomina. Pustka historyczna na łamach polskich magazynów dla kulturystów, nie mówiąc już o miesięczniku- przedruku z amerykańskiego pisma dla tych. którzy żyją na wspomagaczach. Nie jest lepiej w Internecie; w portalach kulturystycznych sporadycznie ukazują się ogólnikowe wzmianki o tym co było w polskiej kulturystyce w latach 60. Są to jednak informacje od strony redakcyjnej na żenującym poziomie, często z błędną interpretacją faktów. Tylko stronę JWIP.PL polecam młodzieży.

Na zakończenie „hamletowskie” pytanie. Brać czy nie brać sterydy?
Każdy ćwiczący powinien wiedzieć, że szkodzą one zdrowiu, jeśli spożywa się je tylko po to, aby „sztucznie” budować swoje mięśnie i zwiększać ich siłę. Anaboliki są lekarstwem, więc niech służą tylko chorym.

Ale nie każdy z ćwiczących, a szczególnie uprawiający wyczynową kulturystykę, jak również stawiający pierwsze kroki w siłowni nie przejmuje się ujawnianymi w prasie medycznej informacjami o nieodwracalnych dla zdrowia skutkach nieuzasadnionego spożywania „koksu”.
Rodzi się ogromy problem dla wszystkich ćwiczących siłowo, a szczególnie dla zrzeszonych w PZK, gdyż od kilkunastu lat pogłębia się skala spożywania środków dopingujących, co zagraża zdrowiu młodzieży. Kulturystyka według założeń Stanisław Zakrzewskiego - twórcy tej formy kultury fizycznej, ma służyć zdrowiu ludzi, a w szczególności młodzieży. Jeśli nawet przyjąć, że są pojedyncze przypadki śmierci ćwiczących lub sam fakt, ze na „koksie” został złapany reprezentant Polski lub uczestnik mistrzostw naszego kraju w kulturystyce lub trójboju siłowym, to tego nie wolno chować pod dywan nawet w gabinecie redaktora naczelnego miesięcznika dla kulturystów.

Temat dopingu w rodzimej kulturystyce, to niczym święcona woda dla diabła. Podobno milczenie w sprawach dopingu w wyczynowej kulturystyce jest na rękę wielu osobom wpływowym w tym sporcie, które kiedyś były „jawnymi koksiarzami”, a nawet bohaterami postępowań prokuratorskich?
Kto od lat interesuje się wyczynową kulturystyką, to wie jak jest naprawdę.

Znaczna większość ćwiczących unika środków dopingujących trenując dla siebie i dla zdrowia.
Na pewno jest tak w ośrodkach kulturystycznych, w których pracują wykwalifikowani i odpowiedzialni instruktorzy. Od nich to głównie zależy, czy ćwiczący pod ich kierunkiem będą spożywać szkodliwe dla zdrowia środki dopingujące. W mojej siłowni nie ma klimatu do „wzmacniania się koksem!”.
Nieraz słyszę, jak jest w innych siłowniach. Nie wyobrażam sobie, że są instruktorzy, który by, namawiali ćwiczących do kupowania i sprycowania się anabolikami. Uważam, że już na etapie szkolenia kandydatów na instruktora kulturystyki należy uczulać na skutki stosowania szkodliwego dopingu. W tym ogromna rolę mają wykładowcy na kursach i aby nie rekrutowali się z tych co sami lubią „troszkę łykać”.
Dziękuję za rozmowę
Jan Włodarek
, czerwiec 2011
Rej.401./wywiady -15/25.08.2011/ JWIP.PL
Aktualizacja: 2011.09.18. Godz. 12:21



Nie należy rozpoczynać treningu siłowego pod wpływem środków dopingujących i odurzających. Przed wykonywaniem opisanych tutaj metod treningowych i ćwiczeń należy się skonsultować z lekarzem. Autorzy i właściciel strony JWIP.PL nie ponoszą jakiejkolwiek odpowiedzialności za skutki działań wynikających bezpośrednio lub pośrednio z wykorzystania informacji zawartych na tej stronie.
Ostatnie Artykuły
Zmarł Antoni Kołe...
Pozdrowienia z wa...
Przemysław Kwiatk...
Stawiałem na wsze...
Cytryna na zdrowi...
Flesz
Urlop Mirka Lulińskiego, 2010
Urlop Mirka Lulińskiego, 2010
SYLWETKI
Na forum
Tylko aktywnych zapraszamy na forum
oraz
do Pionierów



















































Jeżeli na tej stronie widzisz błąd, napisz do nas.

Jan Włodarek | Historia | Sylwetki | Wywiady | Porady | Trening | Dietetyka | Medycyna | Wspomaganie | Sterydy | Ośrodki | RÓŻNE