Strona Główna

Nasz program

O nas

Forum

Galeria zdjęć

PIONIERZY

Kontakt
Artykuły:
Jan Włodarek
Historia
Sylwetki
Wywiady
Porady
Trening
Dietetyka
Medycyna
Wspomaganie
Sterydy
Ośrodki
RÓŻNE
Statystyka
Odwiedziło nas:
4016530
osób.
Oni są z nami:
Kulturystyka na zakręcie. Aut. Jan Włodarek

(Na zdjęciu: Jim Park, rok 1950. Chłopak nie brał „koksu”! Trenował pod kierunkiem Boba Hoffmana- twórcy współczesnej kulturystyki. Fot. magazyn „Strengt and Health”).

Przeczę stereotypom w kulturystyce, staram się oceniać obiektywnie, to, co obecnie widzę w tym sporcie. Nie mam jednak zamiaru rozdzierać szat, gdy jakiś dziennikarz, nawet nieskalany ćwiczeniami siłowymi w poczytnym tygodniku krytycznie napisze o „koksiarstwie” (znaczy o braniu anabolików) w naszej kulturystyce. Nawet będę z tego bardzo zadowolony, ponieważ stosowanie dopingu jest zjawiskiem, o którego skutkach należy informować, szczególnie młodzież!

Ćwiczący regularnie w siłowniach, to przeważnie osoby rekreacyjnie uprawiające kulturystykę i tylko nieliczni z nich mają w swoich planach szybko stać się wyczynowcami pokazującymi na mistrzowskich zawodach swoje duże napięte mięśnie. Łudzą się nadzieją, że zrobią karierę w tym sporcie, co niby da im ogromny splendor i pieniądze.


Znaczna większość ćwiczących rekreacyjnie i wyczynowo na ogół zadawala się wspomaganiem swojego treningu legalnymi środkami, np. odżywkami, suplementami. Prawie w każdej siłowni można spotkać osobników - w różnym wieku i stopniu wytrenowania - którzy nie zadowolą się tego typu wspomaganiem z puszek, na ogół nieszkodzące organizmowi. Oni jakby zatraceni w swoich marzeniach o wielkich mięśniach biorą środki farmaceutyczne przeznaczone do leczenia obłożnie chorych, sięgają także po wszystko to, co szybko może dać im masę mięśniową i siłę, zwiększając przy tym ich dawki. „Koks” traktują, jako suplement diety. Skutki tego dla zdrowia bywają tragiczne, o czym można dowiedzieć się w publikacjach medycznych. Zdarzają się i tacy, którzy uważają, że spożywanym anabolikom ma towarzyszyć tatuaż na skórze, fryzura irokeza lub bez włosów i gruby łańcuch wokół karku. Takie ozdoby podobno dodają im uroku i autorytetu w środowisku, w którym przebywają.




W Polsce dotychczas nie przeprowadzono kompleksowych badań ani chociaż próby szacunkowego ustalenia ilu ćwiczących kulturystykę ma do czynienia z anabolikami lub innymi szkodliwymi dla zdrowia formami dopingu. Sam więc dokonałem oszacowania, opierając się na dostępnych - przeważnie szczątkowych opracowaniach, informacjach i własnych obserwacjach.

Najważniejszymi dokumentami są roczne sprawozdania Komisji Antydopingowej Ministerstw Sportu. Wynika z nich, że sportowa kulturystyka od lat jest na pierwszym miejscu w klasyfikacji dyscyplin, w których wykryto przypadki stosowania niedozwolonego dopingu u zawodników. Innym wiarygodnym źródłem są wyniki badań przedstawione w pracach magisterskich oraz wyniki obserwacji w siłowniach, dokonywane na bieżąco przez grupę instruktorów i ćwiczących. Do tego dochodzą informacje z publikacji prasowych o charakterze medycznym.

Na podstawie analizy informacji z tych źródeł mogę stwierdzić, że w naszej kulturystyce ( wyczynowa i rekreacyjna) skala stosowania środków na „masę, wytrzymałość, siłę i definicje mięśni” itp, zaliczanych w sporcie do dopingujących – kształtuję się na poziomie szkodliwego zjawiska,

Bez obawy dokonania pomyłki można przyjąć, że ok. 20 procent ćwiczących degeneruje swój organizm środkami dopingującymi. Jest to wielkość występująca również w kulturystyce rekreacyjnej: USA, Francji, Niemczech i Austrii, podana przez komisje ds. dopingu z tych krajów.

Formowanie wniosków i działania zaradcze dla polskiej kulturystyki pozostawiam tym, którzy czerpią z niej korzyści oraz urzędom centralnym mającym w gestii sport, zdrowie i młodzież.

Dobrze, że w sierpniu b.r. Marcin Marczak i Mileny Rachid Chehab, dziennikarze „Newsweek – Polska”, zajęli się dopingiem w kulturystyce. W swoim obszernym artykule pt. „Zostać Arnoldem” problem dopingu oparli na „spowiedzi” jednego osobnika o imieniu Dawid. Jego przygoda z „koksem” dalej trwa, i to bez widocznych ujemnych skutków, ale mimo tego jest szokująca dla czytelników, którzy nie wiedzą wiele o kulturystyce.

I na takiego „przymulonego” na własne życzenie „chłopa z krwi i kości z domieszką anabolików” trafili autorzy wspomnianego artykułu, Podobni „koksiarze” - również bez nazwiska - jako przykład zostali przedstawieni czytelnikom w krytycznych artykułach o dopingu napisanych w czasopismach niezwiązanych z kulturystyka w ciągu ostatnich 15 lat .

Można powiedzieć, że każdy z nich opowiada o tym, co i za ile łyka, coś mu rośnie, a inne grupy mięśnie nie - to jeszcze większe dawki bierze i o dziwo większość z nich nie narzeka na stan zdrowia. Dawid jest na drodze budowania masy mięśniowej, ale daleko mu do rasowych koksiarzy, którzy zostali złapani na dopingu na mistrzowskich zawodach, lub teraz w samotności cierpią męki. Dlatego to, co on zaledwie „kapral w armii mięśniaków” anonimowo opowiada , ma małe szanse, aby poruszyć do myślenia młodych, którzy wiedzą od dilera, „nawalonego” kolegi z siłowni lub od jakiegoś instruktora, że „koks” krzywdy im nie zrobi..

Jeśli artykuł „Newsweeka” spowoduje, że chociaż co dziesiąty potencjalny koksiarz odstąpi od planu budowania mięśni z pomocą, np. testosteronu lub metanabolu, to będzie już duży sukces autorów artykułu „Zostać Arnoldem”.
Teraz należałoby oczekiwać podobnych artykułów w magazynach dla kulturystów. Nie liczę jednak na to, gdyż dla redaktorów naczelnych doping w polskiej kulturystyce to temat od wielu lat przez nich pomijany.

Mogę teraz zakończyć swój tekścik, ale bez uprzedniego odniesienia się do tego, co o artykule „Zostać Arnoldem” ukazało się we wrześniowym kolorowym miesięczniku dla kulturystów o nazwie „KiF” nie byłoby uczciwe z mojej strony.

Redaktor naczelny tego magazynu z pomocą tzw. „pióra” (znane osobiście)w tekście „Drodzy Czytelnicy” zauważył, że „w krajowej przestrzeni publicznie wśród głupot buszuje artykuł „Newsweeka” i to jest niby wynikiem braku wiedzy i wykształcenia dziennikarskiego. Co do wykształcenia to raczej naczelny zapomniał dodać, że to właśnie on nie ma wymaganego , a jego matura pozwala mu ładnie pisać przeważnie o ćwiczeniach, o których można przeczytać w wielu zagranicznych magazynach dla kulturystów. Natomiast co do kwestii tzw. głupot, to również nie mogę podzielić poglądu naczelnego, gdyż koksiarza opisanego w Newsweek-u” można spotkać prawie w każdej siłowni i w tej w której od lat ćwiczy naczelny.

Najbardziej dziwi to, że naczelny nie pojął, że artykuł Newsweeka” nie odnosi się do wszystkich kulturystów w Polsce, a tylko do jednego, który coś opowiedział, a co zostało utrwalone. Problem dopingu w kulturystce jest bardzo widoczny, a jeśli naczelny redaktor pisma dla kulturystów, tego nie dostrzega, to lepiej byłoby dla niego, żeby we wrześniu publicznie nie wygłaszał „mowy do miłych czytelników”, bo w niej obnażył się, że jednak to on nie ma pełnych kwalifikacji.

Znam naczelnego kilkanaście lat również z dobrej strony, więc jego niedorzeczne pisanie, tłumaczę tym, ze on tak po prostu nie czytał artykułu „Neewsweeka” jak i swojej „przemowy”, co się mu się od czasu do czasu zdarza .

Śladem krytyki poszedł również Maciej P. członek redakcji„ „KiF”, dołożył swoje na dwóch stronach i popłynął ogólnikami a zagubił się w szczegółach. Szkoda go, bo to starszy i doświadczony dziennikarz, ale w tym przypadku ostatni do tego, aby obiektywnie i ze znajomością problemów istniejących w naszej kulturystyce recenzować lub wypowiadać się o dopingu w tym sporcie. Zresztą odkąd jest w „KiF” nie napisał żadnego artykułu o „koksiarstwie” w krajowej kulturystyce, z podaniem, chociaż jednego nazwiska. To, że sporadycznie wpadnie do jakieś siłowni, aby pogadać nie zawsze o kulturystyce nie daje zadawalającej wiedzy, aby zrozumieć, ze jednak jest problem „koksiarstwa”, który zasygnalizowali autorzy artykułu „Zostać Arnoldem”.

Z wielkim szacunkiem dla Macieja P i z jednoczesnym uznaniem jego dorobku publicystycznego nie wypada mi szczegółowo udowadniać Mu tego co jest oczywiste, że „Masa Kłamstw” nie dotyczy Marcina Marczaka i Mileny Rachid Chehab - autorów artykułu pt. „Zostać Arnoldem”. Wystarczy zapisać się do siłowni, aby wkrótce potwierdzić to co oni napisali.

Teraz zapraszam do przeczytania dobrego artykułu (jest niżej), a później do dyskusji na Forum JWIP.PL dział: „Kulturystyka”, temat: „Czy brać cudeńka”.

Redaktorowi naczelnemu tygodnika „Newsweek – Polska”, dziękuję za wyrażenie zgody na opublikowanie omawianego artykułu w JWIP.PL
Autor: Jan Włodarek, listopad 2011
Rej.448/Sterydy - 30/ 2011.11.12/ JWIP.PL

JWIP.PL. Ci, którzy ćwiczą w siłowniach często spotykają podobnych do Dawida o skrzywionej psychice, którzy za wszelką cenę chcą być „okaleczeni sztucznymi i wielkimi mięśniami”. Jeszcze ich nie mają a już po siłowni kroczą jak widmo własnej samozagłady (I.P.).

Aktualizacja:2011.11.25. Godz. 12:40



Nie należy rozpoczynać treningu siłowego pod wpływem środków dopingujących i odurzających. Przed wykonywaniem opisanych tutaj metod treningowych i ćwiczeń należy się skonsultować z lekarzem. Autorzy i właściciel strony JWIP.PL nie ponoszą jakiejkolwiek odpowiedzialności za skutki działań wynikających bezpośrednio lub pośrednio z wykorzystania informacji zawartych na tej stronie.
Ostatnie Artykuły
Po co ćwiczysz? ...
Kolejny medal Kon...
Ryż ważnym skład...
Inwalida Alan Mea...
Narodowe Święto N...
Flesz
Don Howorth, 1966 r.
Don Howorth, 1966 r.
TYTANI
Na forum
Tylko aktywnych zapraszamy na forum
oraz
do Pionierów



















































Jeżeli na tej stronie widzisz błąd, napisz do nas.

Jan Włodarek | Historia | Sylwetki | Wywiady | Porady | Trening | Dietetyka | Medycyna | Wspomaganie | Sterydy | Ośrodki | RÓŻNE