Strona Główna

Nasz program

O nas

Forum

Galeria zdjęć

PIONIERZY

Kontakt
Artykuły:
Jan Włodarek
Historia
Sylwetki
Wywiady
Porady
Trening
Dietetyka
Medycyna
Wspomaganie
Sterydy
Ośrodki
RÓŻNE
Statystyka
Odwiedziło nas:
5759506
osób.
Oni są z nami:
Jak kocha... to poczeka. Autor: Dariusz Pacak

Na zdjęciu Autor

Jest to przypowieść o Tej, która czekała na powrót swego Odysa dwadzieścia siedem lat…i nie nazywała się Penelopą! Nie jest to historia rodem z antycznej Grecji. Jej bohaterowie nie są mityczni. Można jednak pokusić się o stwierdzenie, iż niektóre życiorysy stają się mitami. Także kulturystyka jest ich pełna. Choć tworzą ją tylko ludzie, ale za to są nimi z krwi i kości.

Osiągnięcie pewnego progu doświadczenia życiowgo często przewartościowuje w nas wiele dotychczasowych, zdawałoby się nie do rozbicia, doktryn i dogmatów. M.in. pojawia się wówczas moment, w którym świętą sprawą staje się nakaz czczenia pamięci swych ojców, nauczycieli, poprzedników. W ten sposób zachowuje się tradycję. Bez niej nie może istnieć człowiek, naród, ojczyzna. Bez niej rodzi się twór na kształt homo sovieticus. Powstaje mutant – biomolekularna maszyna, ale nie człowiek. Bez człowieka – nie ma narodu, nie ma swej własnej, rodzinnej ziemi.
W tej sytuacji nie jest trudnym określenie mej motywacji do odszukania trenerów, ludzi którzy jak później okazało się, nie tylko uczyli mnie jednej dziedziny sportu, lecz poprzez sport przygotowywali do przyszłych, życiowych zmagań.


Nie wiem czy p. Mirosław Głogowski pamięta mnie… Kiedy w Łodzi zgłosiłem się do jednego z ognisk TKKF (Towarzystwo Krzewienia Kultury Fizycznej) – zaczynałem dopiero przygodę ze sportem. Miałem 15 lat. Nie wiedziałem wówczas nic o kulturystyce. Nie byłem silny, ani sprawny. (W piątej klasie szkoły podstawowej trenowałem judo. Przygoda nie trwała długo. Z ostatniego treningu zabrało mnie pogotowie. Obciązenia nie wytrzymało serce). Byłem otłuszczony. Chciałem ten stan rzeczy zmienić. Przepadałem za historią antyku, za burzliwymi dziejami, jak z bajki (kto nie lubi bajek?!). Interesowały mnie zwłaszcza kultura i sztuka okresu, m.in. mitologia, z paletą tytanów i herosów; także rzeźba i platoński ideał piękna… Byłem chowany pod kloszem – innymi słowy: typowy laluś z dobrego domu. Czy mogłem wtedy należeć do grupy juniorów? Ależ skąd!

W ówczesnej Polsce nastał czas, kiedy wątróbkę można było nabyć u rzeźnika tylko na receptę. Tylko pediatra mógł ją przepisać. Pamiętasz, szanowny czytelniku, ten okres?…Nie? Żałuj, ominęło cię wiele niezapomnianych emocji…
Jeśli spałaszowanie kawału tego przysmaku miało tak wielkie znaczenie w rekonwalescencji, że prawo do dysponowania nim reprezentował tylko lekarz dziecięcy-to napewno krwista delicja była niezwykle pomocna także w diecie kulturysty... Trener kontaktował się wtedy z moją mamusią – lekarzem pediatrą. W jakiej sprawie – nie wiem. Możliwe, iż z mojego powodu, byłem przecież lalusiem!

Jak wiemy, najważniejszy jest prawidłowo postawiony pierwszy krok. Właśnie p. Głogowskiemu zawdzięczam wprowadzenie w kulturystykę, kontrolę, uwagę, prawidłowość techniki ruchu, naukę pierwszych metod. Zdumiewała mnie, jego kultura, subtelność, ciągłe baczenie nad wszystkimi chłopcami, czy aby poprawnie wykonują ćwiczenia. Tego nie spotkałem później już nigdy i nigdzie. Trenowałem wtedy pięciokilogramowymi hantlami i sztangą 20-25 kilogramową. Mogłem być pośmiewiskiem... W czasie wakacji ćwiczyliśmy w parku, nosząc tam niezbędny sprzęt ze składziku mieszczącego się w szkolnej piwnicy. Po skończonym treningu – z bagażami z powrotem udawaliśmy się do szkoły, by tam ułożyć wszystko na miejscu. Czy dziś można sobie wyobrazić aby panowie nosili fajery, gryfy, ławeczki, sztangielki, gdzieś, KILKASET METRÓW, przechodząc przez jezdnię w centrum miasta, tylko po to aby w czasie treningu oddychać świeżym powietrzem i być wśród zieleni?! I to był także element wychowawczy zastosowany przez trenera…

Do p. Gabriela Kuneckiego zgłosiłem się mając ok. 20 lat, po dwuletniej przerwie w treningu. Tę, wykorzystałem m.in. na studiowanie biochemii organizmu, oraz na…podciąganie się na rurze w piwnicy. Czyniłem to systematycznie.
Mój drugi trener zawsze oczarowywał mnie nienagannymi proporcjami i naturalnością sylwetki. Zawsze wpajał, że kulturystyka jest sportem dla zdrowia i naturalnego piękna, a nie dla prezentacji nienaturalnej wielkości mięśni wyhodowanych przy pomocy farmakologii, na przekór zdrowiu i sprawności.
Wówczas czyniłem ogromne postępy w tym sporcie. Dzięki rozeznaniu w dietetyce oraz jedynie zrównoważonemu treningowi wstępną metodą Weidera, zapowiadałem się jako talent…
I skończyło się! Nastał czas studiów i najpierw rozjazów po Polsce, później po świecie – nieuregulowany tryb życia, droga rozwijająca się w nieustającą podróż.
A p. Kunecki dziś, jeśli dać wiarę, występuje chyba w Reprezentacji Polski Weteranów.

Swymi wypowiedziami o greckim ideale kalos k’agathos, o jego interpretacjach, wielokrotnie dzieli się z nami Jan Włodarek. Informuje nas o genezie kalokagatii w polskim sporcie, związanej z nazwiskiem Stanisława Zakrzewskiego. Opierając swój sąd na efektach dostrzegalnych w nieco późniejszej epoce – tej w której dojrzewałem – jestem pewien, że red. Zakrzewski w ówczesnej mu Polsce uparcie starał się propagować treści platońskiej maksymy. Tym bardziej, że na ojczysty grunt wprowadzał sport już u podstaw zepsuty, bo zaadoptowany z zachodu (niezapominajmy, że wówczas trwała tzw. zimna wojna, pomiędzy blokiem państw pozostającym pod wpływem ZSRR, a krajami kapitalistycznymi).




Na zdjęciu Marian Rossa

Nieustannie ma pamięć jest pełna zdjęć takich atletów jak Mariana Rossy, Jana Włodarka, Wiesława Wnęka, Henryka Szczepańskiego, Bogdana i Mietka Krydzińskich, Pawła Przedladzkiego, Sławomira Filipowicza…Oni dziś, zaświadczają swymi osiągnięciami i morale, iż kierunek nadawany polskiej kulturystyce przez jej ojca, był słuszny.

Myślę, że w związku z ustrojową transformacją rzeczywistości, życie p.Zakrzewskiego nie było proste… Sądzę, iż on również, na swój sposób, musiał być siłaczem. Nieodparcie ciśnie mi się tutaj porównanie go z Cyganiewiczem. Tyle, że w przeciwieństwie do naszego mistrza z Jodłowej, jego wróg był zawsze nieobliczalny, nie do ogarnięcia wzrokiem, a arena na której prowadził walkę była ogromna, wielopłaszczyznowa.
Zdobyłem wszystkie książki red. Zakrzewskiego. W tamtych czasach także i tych książeczek nie kupowało się, a zdobywało je (podobnie jak mięso, lodówkę, często chleb, podręczniki, itd). One kształtowały mnie. To one – praca p. Zakrzewskiego – były wówczas największym skarbem!
Rok 1981 przyniósł nam wszystkim przełom, także i kulturystom.Ogłoszono stan wojenny w państwie. Kilka miesięcy wcześniej pojawiła się wydana w rzeszowskim KAW-ie Kulturystyka, Henryka Jasiaka: skromny, ale jakże wyczekiwany przewodnik metodyczny. Od tego momentu zwolna, aczkolwiek konsekwentnie, następuje odwilż w publikatorach dotyczących tego sportu. Książki St. Zakrzewskiego przestają być jedynymi. Popularyzacja zapoczątkowana w bólach i trudach przez redaktora, zaczyna przynosić coraz rozliczniejsze owoce w literaturze przedmiotu. Niestety, nie było mu dane tego przełomu doczekać. Bowiem ojca polskiej kulturystyki, już od dziewięciu lat, brakowało w naszej rodzinie.
Wtedy jeszcze udało mi się oglądać na scenie Henryka Szczepańskiego. Było to chyba w ’79 lub ’80 roku, kiedy podczas międzynarodowych zawodów zdobywał kolejny, mistrzowski tytuł. Miało to miejsce, o ile nie mylę się, w Pabianicach k./Łodzi…



Na zdjęciu Henryk Szczepański, 1967 r., z arch. St. Zakrzewskiego

Dlaczego o tym wspominam? Mój obecny przypadek powrotu do kulturystyki jest niemalże taki sam, jak powód zainteresowania się nią przez Szczepańskiego. Tyle, że mój kręgosłup zniszczyło władanie piórem (!) – narzędziem do pisania. Podobnie jak u tego sportowca, i u mnie, dzisiaj, nie ma śladu zagrożenia wózkiem inwalidzkim, ani zmian fizjologicznych. A przecież tak jak Szczepański: leżałem. Operacji nie poddałem się. Lekarze nabrali wody w usta. Trzy lata trwała walka, bez żadnej pewności. Owinięty w stalowy gorset mogłem uczynić półtora kroku. Płakałem i widziałem nieboskłon. Mogłem tylko leżeć. Ta sytuacja trwała ok. pół roku. W szpitalu napompowano mnie infuzjami do wagi 115 kg. Tam też, niechcący, jedna z pielęgniarek zainfekowała mnie. Inna, podczas nocnego dyżuru – zlekceważyła mój monit. Dusiłem się. Zapalenie płuc wywiązało się niezwykle gwałtownie. O świtaniu gorączka przekraczała 40°C, straciłem przytomność. Rano grupa lekarzy ratowała mnie przy użyciu wszelkich mocy. Lekarz z nocnego dyżuru został usunięty z pracy. A jednak... gdyby nie mocne, wcześniej wytrenowane atletyczne serce sportowca – nieżyłbym (od dzieciństwa, także w okresie treningu siłowego, jak i jeszcze wiele lat po jego przerwaniu, zawzięcie jeździłem na rowerze: najpierw na kolarskim, a później przesiadłem się na moutain bike, aby być jak najczęściej blisko Natury)...

Trzyletni okres powstrzymywania miecza Damoklesa ukończyłem gimnastyką rehabilitacjną. Byłem jedynym pacjentem, z którym praca terapeuty przynosiła wymierny rezultat. Te ćwiczenia nie tylko doprowadziły do mej sprawności, ale też do powrotu na salę treningową po... 27 latach! Ta przyjęła mnie łaskawie. Tam oczekiwała mnie ta sama co przed laty, bez cienia wyrzutu – gdzie byłem przez minione ponad ćwierć wieku? – spolegliwa i wymagająca, uczciwa bo zawsze oddająca to co się jej poświęciło: kulturystyka.
Jestem jedynym byłym pacjentem, w mym obecnym otoczeniu, który nie ma śladu uszczerbku zdrowia po zaistniałym nieszczęściu, i który podlega nieprzeciętnym dość obciążeniom w siłowni.. Przy wzroście 186cm osiągnąłem obwód szyi 50cm, klatki piersiowej 136cm, ramienia 44cm, bioder 106cm, uda 68cm. Obecnie moja waga waha się od 115,5 – 105kg. Wciąż rozwijam się, choć czynię to bardzo ostrożnie.

Wydaje mi się, może zgodzisz się ze mną łaskawy czytelniku, że wszystko ma swój początek, jak i koniec. Wszystko ma swe źródło – z niego wynika fundament, główna treść, sedno, meritum. Reszta jest nadbudową wytworzoną przez rozwój cywilizacji. Może to być naturalna, jak i patologiczna nadbudowa. Która z nich dziś jest w przewadze - oceń sam wedle możliwości swej percepcji.
Tak jak kultura antycznej Grecji tkwi w nas – Europejczykach, jak j. łaciński jest podstawą grupy j. romańskich, a jego wpływy widoczne są w j. germańskich i słowiańskich, tak jak organy są królową instrumentów, a oddech – stanowi podstawę życia i modlitwy, tak kulturystyka zdaje się być królową każdego rodzaju aktywności fizycznej. Nie istnieje bowiem żadna dyscyplina sportu, która nie zawierałaby elementów treningu kulturystycznego (pewnie możnaby tu użyć kontrargumentu: a co z szachami i brydżem? Cóż, odpowiadam: to też sporty statyczne!). Nawet programy aerobowe, tak modne wśród kobiet, zawierają wyselekcjonowane, elementrane ćwiczenia rodem z siłowni.

Mając z powodu bólu łzy w oczach, niżej podaną tezę, przeżywałem osobiście: kulturystykę zawiera w sobie nawet gimnastyka rehabilitacyjna... Czy prawidłowa aktywność, prawidłowa płaszczyzna ruchu, prawidłowe obciążenie, prawidłowa częstotliwość ruchu, zdrowie całego aparatu ruchowego, a więc układów kostno-stawowego i mięśniowego oraz bezwzględnie związana z nim dietetyka, a przede wszystkim kontrola układu wydolnościowego, są treścią rehabilitacji czy kulturystyki? W odpowiedzi, rozgraniczenie przecież nie istnieje.

Po tysiąckroć zadaję sobie pytanie, czy możliwym jest zakochanie się w sztuce okiełznywania niedomogów ludzkiej materii i energii? A może to kwestia doświadczenia nabywanego wraz z upływającymi latami? Lub poprostu – braku wyboru, pojawiającego się wraz z urodzeniem (ponoć przeznaczenie nadane jest już nam w chwili naszego przyjścia na świat)?
Bo kim jest rzeźbiarz, używający w swej pracy nawet najszlachetniejszego materiału, alabastru? Kim jest w porównaniu z quasi Syzyfem, który rzeźbi w jedynym, na wzór boski, stworzonym dziele: w samym sobie- w swym ciele i duchu, po to by i tak umrzeć kiedy zadanie stanie się ukończone? Odpowiedź na to pytanie zdaje się stanowić clou antycznej idei kalos k’agathos. Ono stanowiło przecież intencję i podsycało walkę red. Zakrzewskiego. Tym jawi się kulturystyka, ta prawdziwa, od podstaw szlachetna walka z samym sobą o piękno ciała i siłę charakteru.

Każdy z dzisiejszych atletów zapewne słyszał o terminie: KULTURYSTYKA NATURALNA ....cuda! A ja pytam się: czy wogóle może istnieć jakaś INNA KULTURYSTYKA?! Życie jest jedno i warto przeżyć je naprawdę, a nie na niby – czyli sztucznie. Ja wybrałem: jem naturalny chleb – zrobiony z chleba a nie z proszku do prania, jem jajka sprowadzane ze wsi, od kur karmionych zbożem – a nie z fabryki… co dziś, w wielkim mieście już nie jest takie łatwe… Wybrałem: sport to zdrowie! Kulturystyka, to praca, uczciwość, hart ducha, piękno i… właśnie ZDROWIE. Podobna działalność fizyczna opierająca się zdobyczach tego samego przemysłu, jaki produkuje np. polimery syntetyczne, nie może być uznawana za zdrową dla człowieka, nie może stanowić piękna – gdyż bierze się z duchowej, moralnej ułomności – nie jest sportem, tylko karykaturą sportowych zasad. Kulturystyka jest zdrowa, daje zdrowie, gdyż jej zasady są zdrowe. Jeśli ktoś sięga po chemioterapię – zapewne jest ciężko chory.




Olimpiada 1928 r. Konkurs sztuki; "Laur Olimpijski - złoty medal. Kazimierz Wierzyński

To on musi najpierw wyleczyć się, a nie wprowadzać dualizmy, mataczenia, do dyscypliny o przejrzystych zasadach. Receptą jest pogłębianie swej wiedzy, poszerzanie horyzontów intelektualnych, sięganie do tradycji sportu. W życiu każdy fałszywie uczyniony gest – wraca. Czy warto stawiać na szali losu swe zdrowie, często nawet skracać czas swego istnienia, by ominąć sportowe zasady, by oszukać biologiczne możliwości organizmu, by pozornie wygrać z czasem? To prawda: cywilizacja wmawia nam, iż chemia spożywcza jest zbawienna, iż kuracje wspomagające z labolatorów zajmujących się badaniami metabolizmemu komórkowego i genetyką, uczynią nas adonisami bez naszego trudu i już za chwilę po zastosowaniu. Prawdziwa odpowiedź jednak nadchodzi dla każdego. Czasem jest to nagła kontuzja, innym razem po kilku latach choroba, bywa też i śmierć... Wybór należy do nas. Jednak w kulturystyce nie ma czego wybierać: każda działalność z nią związana, a nie będąca kultywowaniem zdrowia i kultury fizycznej – nie ma prawa nazywać się kulturystyką.

Bardzo daleko odeszlismy od prawdy, od sedna, od kalos k’agathos. Dlatego podziwiam nniejszy internetowy pomysł i jego realizację. Tę ideę propagowania tradycji polskiej kulturystyki i jej prekursorów, uczciwości i mądrości w sporcie (co zawsze odpłaca się szeroko pojętym dobrem) znajduję wielce szlachetną…jednak im dalej, im głębiej w tzw. cywilizację zachodu, tym także i ci, uprawiający kulturystykę są wypełniani indoktrynacją płynącą z mediów, a tradycję- niepopularną bo związaną z wysiłkiem lub rozwojem duchowym, przedstawia się im jako zabawę, żart, łatwość, lekkość i... business. Ci zachodni ludzie, generalnie, nie potrzebują czegoś więcej, bo i nie wiedzą, że to coś więcej istnieje.
Wykształcenie było i jest wciąż niewygodne dla systemu, obojętnie jakiego. Dziś liczy się jak najszybsze uzyskanie blichtru, poloru. Banki mają klientelę, lekarze również, a co się z nimi łączy – także system farmaceutyczny. Ten zaś napędzany jest efektami odkryć w przemyśle i produkcji żywieniowej. Żywność zaś posiada swego coraz bardziej mocarnego orędownika- jest nią chemia. Do tego obrazu dodamy stress, wymagania w pracy zawodowej- i ogólny kształt, do którego nieświadomie dąży świadomie sterowane społeczeństwo- gotowy. Wniosek ten tyczy się nie tylko SZTUCZNIE pojmowanej kulturystyki, ale i wglądu w całą istotę życia.




Miejsce wiecznego spoczynku barona Pierre de Coubartin'a - założyciela i prezesa (1896 - 1925) Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Pochowany został na cmentarzu Bois de Vaux w Lozannie, a jego serce w Grecji w Olimpii.

Wydaje się, iż najtrafniejszym zakończeniem tej wypowiedzi jest choćby fragment "Ody do sportu", autorstwa inicjatora nowożytnych igrzysk olimpijskich, barona de Coubertin’a (w przekł. Jadwigi Sadowskiej), człowieka który wizję kalokagatii ukochał ponad wszystko:

O Sporcie, ty jesteś Śmiałość!
Sens cały trudu mięśni streszcza się w jednym słowie:
ośmielić się. Po cóż są mięśnie,
do czego służyć może poczucie własnej zręczności i siły,
ćwiczenie zręczności i siły, jak nie do wypróbowania siebie?
Lecz śmiałość, którą wzbudzasz,
nie ma nic wspólnego z zuchwalstwem awanturnika,
który stawia wszystko na jedną kartę.
Jest to śmiałośc ostrożna i z rozmysłem.

Pierre de Coubertin
Oda do sportu, IV


I właśnie uwagi, także śmiałości – wsłuchując się w głos P. de Coubertin’a – tylko tej, używanej z rozmysłem, nie zaniedbywania największego daru jaki nam ofiarowano – umysłu, życzę wszystkim, którzy w jakiś sposób związali swe losy z zasługującą na szacunek i uznanie, dyscypliną sportu zwaną kulturystyką. Uprawiając ją, szanując siebie – szanujemy tym samym tę dyscyplinę. Szanując ją – szanujemy siebie, otoczenie i swe życie.

Autor: Dariusz Pacak 13-15 Października 2009, Wiedeń

Od JWIP.PL Autor artykułu jest znanym i cenionym poetą i spiewakiem operowym. Wielokrotnie został wyróżniony przez międzynarodowe organizacje i instytucje zajmujące się kulturą i sztuką, w tym Ministerstwo Kultury i Sztuki RP. Więcej: http://sk.wikipedia.org/wiki/Dariusz_Pacak oraz http://www.othervoicespoetry.org/vol40/index.html
Jest entuzjastą kulturystyki, rekreacyjnie uprawia ćwiczenia siłowe.
Rej.584/Historia - 40/ JWIP.PL
Aktualizacja 2012.08.11, godz. 00:18


Nie należy rozpoczynać treningu siłowego pod wpływem środków dopingujących i odurzających. Przed wykonywaniem opisanych tutaj metod treningowych i ćwiczeń należy się skonsultować z lekarzem. Autorzy i właściciel strony JWIP.PL nie ponoszą jakiejkolwiek odpowiedzialności za skutki działań wynikających bezpośrednio lub pośrednio z wykorzystania informacji zawartych na tej stronie.
Ostatnie Artykuły
Wszystkich Święty...
Aby poprawić jako...
Swięto Niepodległ...
Pożegnanie warsza...
Kapusta zalecana ...
Flesz
W  Błyskawicy, czerwiec 2012.
W Błyskawicy, czerwiec 2012.
GOŚCIE
Na forum
Tylko aktywnych zapraszamy na forum
oraz
do Pionierów



















































Jeżeli na tej stronie widzisz błąd, napisz do nas.

Jan Włodarek | Historia | Sylwetki | Wywiady | Porady | Trening | Dietetyka | Medycyna | Wspomaganie | Sterydy | Ośrodki | RÓŻNE