Niewspółmierna reakcja
Policjant W.G., który przybył na miejsce zdarzenia, był zaskoczony podstawą K.G.
- Odniosłem wrażenie, że zachowywał on się ospale, jakby nic do niego nie docierało. Prokurator M.D. z Prokuratury Rejonowej Praga – Południe tak ocenia fakty.
- Niewspółmierna reakcja na zdarzenie. Przecież nie był to bezpośredni atak na niego. Ja rozumiem jego zachowanie, ale przecież mógł zawiadomić policję. No cóż? Jemu groziło zwolnienie z pracy, bo tamci ciągle robili mu bałagan, ale mimo wszystko nie była to reakcja naturalna.
K.G. kręci z powątpiewaniem głową. Przecież by mnie wyśmiali! Uważam, że żaden pojedynczy instruktor nie byłby w stanie poradzić sobie z tak agresywnymi osobami. A prezes powiedział, że jeżeli nadal będą powtarzały się akty wandalizmu, zostanę zwolniony. Dlaczego akurat ja, a nie inni? Tego do dziś nie rozumiem. Więc, gdy P.G. wywrócił lodówkę, napięcie u mnie było tak silne, że nie wytrzymałem. Zawsze bałem się przeciwstawić mu, bo to człowiek zamożny, lekceważący innych, demonstrujący swoją siłę, agresywny z poczuciem bezkarności, brał anaboliki. Dzisiaj, kiedy patrzę na całą sprawę z dystansu, dochodzę do wniosku, że chyba powinienem przynajmniej spróbować zadzwonić na policje. Na pewno przekroczyłem granicę obrony koniecznej.
Badania wykonane i nie wykonane
W tym miejscu warto odnotować fakt, że P.G. nie zrobiono badań na poziom testosteronu, co robi się na zawodach sportowych, gdy zachodzi podejrzenie o zażywanie dopingu. Prokuratura nie wydała takich dyspozycji na początku śledztwa, gdy P.G. przebywał w szpitalu, potem było już za późno. A szkoda, bo każdy incydent agresji w „warunkach sportowych” z tragicznymi następstwami powinien być tak właśnie weryfikowany. Wyniki badań poziomu testosteronu (podniesionego anabolikami) byłby dowodem na istniejący równolegle poziom agresji, co z kolei zwiększa poczucie zagrożenia u strony przeciwnej.
U aresztowanego K.G. dokonano badań: psychologicznego i psychiatrycznego. Wyniki są na tyle ciekawe, że warto opublikować najbardziej istotne elementy. Oto wnioski z badania psychologicznego”.
„K.G. bardzo cenił sobie pracę instruktora i zależało mu na tym, aby się w niej utrzymać. Stresowały go zarzuty ze strony prezesa, że go zwolni. Czuł się bezsilny wobec agresorów. P.G. wzbudzał w nim uczucie gniewu i złości, gdyż przeszkadzał w prawidłowym funkcjonowaniu siłowni, a także przyczyniał się do tego, że badany był krytycznie oceniany jako pracownik i groziło mu zwolnienie. K.G. nie zdradza tendencji asocjalnych, niezrównoważenia emocjonalnego. Potrafi kontrolować własne emocje i zachowywać się w sytuacjach trudnych stresowych. Wydarzenie miało charakter gwałtownego rozładowania negatywnych emocji, wywołanych agresywnym i niszczącym zachowaniem poszkodowanego, co wywołało poczucie długotrwałego zagrożenia”.
Wnioski z badania psychiatrycznego:„
W okresie objętym zarzutami K.G. znajdował się w stanie silnego napięcia emocjonalnego, które rozładował w akcie agresji o typie dysforii, skierowanym przeciwko pokrzywdzonemu. Stan taki w odniesieniu do zarzucanego mu czynu w znacznym stopniu ograniczał jego zdolność rozpoznania znaczenia czynu i zdolności pokierowania swoim postępowaniem ( w rozumieniu art. 25 paragraf w k.k.)”.
Czekając na wyrok-
W zasadzie winę pośrednią za sytuację, jaka trafiła się K.G., ponosi zarząd klubu –m zdecydowanie twierdzi wieloletni uczestnik ćwiczeń M.N. – Sprawców chuligańskich ekscesów należało jak najszybciej wypisać. Nikt by sobie z tego powodu nie wyrywał włosów z głowy. Rozumiem jednak wstrzemięźliwość tych, którzy mogli o powinni taką decyzje podjąć. Wizja pobitego nie tak dawno na śmierć byłego prezesa klubu hamowała wszystką aktywność w tej mierze. A nuź historia się powtórzy? Odpowiedzialnością za jakieś tam prowizoryczne ( no bo jakie?) rozwiązanie bez końca trudnej sytuacji obarczono więc instruktora.
25 marca 1997 roku Sąd Rejonowy dla Warszawy Praga uchylił tymczasowe aresztowanie K.G. W uzasadnieniu czytamy: „Jak wynika z opinii biegłych, opisane tu zdarzenie nie jest zachowaniem typowym i charakterystycznym dla oskarżonego…” Sprawa oczekuje na rozpatrzenie w sądzie praskim.
Na razie pozostaje tylko wysoko ocenić mądrość decyzji sądu o zwolnieniu z aresztu, za którą dostrzega się obraz dwóch ludzi: poszkodowanego, który doznał wprawdzie uszczerbku na zdrowiu, ale niejako na własne życzenie oraz – sprawcę, który raz w życiu „nie wytrzymał nerwowo” i impulsywnie ‘ukarał” inicjatora wszystkich konfliktów, jakie zaszły w klubie. W podanych wyżej okolicznościach K.G musiał wybuchnąć, choć może inaczej zareagować. Wcześniej, czy później, ale musiał mimo, że jak mówią koledzy P.G. – „być bardzo opanowany”.
Może dlatego właśnie, że był opanowany i dośc długo trzymał nerwy na wodzie. Sąd oceni te sprawę w świetle przepisów prawa i – należy mieć nadzieję – w całej złożoności powstałych uwarunkowań.
Autor: Mirosław Prandorta
JWIP.PL. Ciąg dalszy: Sąd potwierdził niewspółmierną reakcje instruktora i niestety dotknęła go kara. Dwa lata później wrócił niespodziewanie do mało płatnego zawodu instruktora. Pracował w wielu siłowniach, a ostatnio od ponad pięciu lat jest związany z jedną z najstarszych siłowni w kraju. Uraz psychiczny pozostał. Na sali ćwiczeń jest nadmiernie delikatny i liberalny w egzekwowaniu przestrzegania regulaminu siłowni, a gdy czasami robi się zamieszanie i rozróba zaszywa się w swojej pakamerze, pozostawiając najchętniej los ćwiczących w ich rękach. Podobnie postępuje drugi instruktor tej siłowni. Marzec 2013 .r.
Rej.706/Ośrodki - 29 / 2013.03.29/JWIP.PL
|