Strona Główna

Nasz program

O nas

Forum

Galeria zdjęć

PIONIERZY

Kontakt
Artykuły:
Jan Włodarek
Historia
Sylwetki
Wywiady
Porady
Trening
Dietetyka
Medycyna
Wspomaganie
Sterydy
Ośrodki
RÓŻNE
Statystyka
Odwiedziło nas:
4303883
osób.
Oni są z nami:
Daniel Pasternak - 50 lat z kulturystyką. Cz.1. Rozmawiał: Jan Włodarek
CZEŚĆ 1


( Na zdjęciu: Daniel w Indiach, fot. z jego arch)

Daniel Pasternak w lutym tego roku obchodził swoje 77 urodziny, a kulturystykę ćwiczy od pięćdziesięciu lat. Zaczynał w roku 1963 w Rydze (obecnie Łotwa), następnie w Polsce, ostatnie 43 lata w Sztokholmie. Jest okazem zdrowia, zachowuje atletyczną sylwetkę i fascynuje wydolnością swojego organizmu młodzież trenującą z nim w siłowniach. Ćwiczy rekreacyjnie z potrzeby ciała i ducha, a tak jakby przy okazji – sporadycznie rywalizuje z młodszymi i wygrywa. W wieku 74 lat został mistrzem Szwecji w wyciskaniu sztangi leżąc w kat. weteranów powyżej 60 roku życia, a rok później został wicemistrzem. W ubiegłym roku startował w mistrzostwach Europy. Systematycznie ćwicząc utrzymuje siłę, energię i radość życia. Spowalnia nadchodzącą starość, o jakieś 20 lat. Zawodowo pracował jako tłumacz, kierownik w dużej firmie, dziennikarz sportowy Radia Szwecja.

Widać, że z jakiegoś powodu rozpiera cię wielka radość i szczęście.

Zostałem dziadkiem, doczekałem się wnuczki. Esthera urodził się w styczniu tego roku w Nowym Jorku. I to jest mój wielki powód do dumy, radości i ekscytacji, a nawet mnie to odmłodziło na duchu. Z niecierpliwością oczekuję jej wyjazd do Stanów, aby ponosić ją na rękach, przytulić. Sama myśl o tym jest dla mnie ogromnym przeżyciem. Mam cichą nadzieję, że wyrośnie na zdrową i mądrą dziewczynkę, która będzie interesowała się sportem. Ale nim to nastąpi, a ja będę jeszcze sprawnym fizycznie, będę grał z nią w piłkę, pływał i bawił się.

Dostałeś ogromny impuls ukrytej energii. Możesz w części wykorzystać ją na spełnienie swojego dorosłego marzenia, stanąć na podium w zawodach najstarszych atletów świata?
Udział w tych zawodach to już dla mnie wielka satysfakcja. Szansa na sukces wątpliwa, ale spróbuję ją wzmocnić na najbliższych treningach. Wcześniejsze i najważniejsze marzenia mojego życia spełniły się. Wspólnie z żoną wychowałem dwóch synów, są zdrowi, wykształceni, zaradni i szczęśliwi. Mają swoje życie i dobrze poukładane w głowie. Rekreacyjnie uprawiają sport. Wydaje mi się, że teraz jest dobry moment, abym po pięćdziesięciu latach uprawiania zdrowej rekreacyjnej, kulturystyki wziął udział w mistrzostwach świata weteranów w wyciskaniu sztangi leżąc, które odbędą się pod koniec kwietnia w czeskiej Pradze.

Jakie były Twoje sportowe początki?
Jako dziecko byłem żywy, ale nie bardzo usportowiony. Dopiero w wieku 14 lat zainteresowałem się sportem. Grałem w piłkę nożną, siatkówkę i dużo pływałem. Po kilku latach zacząłem ćwiczyć hantlami i odważnikami.. W zasadzie te upodobania sportowe trzymały się mnie przez wszystkie lata nauki. Nie myślałem jednak o wyczynowym uprawianiu sportu.

Dziewczyny stały na przeszkodzie?
W okresie studenckim nazywano mnie „Mister plaża”. Nawet kioskarki tak do mnie się zwracały. Tuż przy rozległej i pięknej jurmalskiej plaży od wiosny do końca jesieni wynajmowaliśmy z kolegami mały schludny domek. W nim to po uczelnianych zajęciach spotykaliśmy się nie tylko po to, aby uczyć się przed egzaminami. Na plaży sprawdzaliśmy się w podciąganiu na drążku, wyciskaniu odważnika pudowego, długodystansowym pływaniu oraz w godzinnych meczach siatkówki.
Był też czas na spacery brzegiem morza, z napiętymi mięśniami, czyli „na wdechu”, co było bardzo uciążliwe i groteskowe, ale był to dobry haczyk, na który łapały się ładne i zgrabne dziewczyny. Były również walki zapaśnicze na piasku oraz studenckie figle i zabawy, w trakcie których „złowione” dziewczyny z wdziękiem pokazywały swoje „mięśnie” rywalizując w tym z naszymi uczelnianymi doktorantkami (śmiech!).

Długo to trwało?
Prawie przez cały okres studiów. Na ostatnim roku trzeba było przyhamować w harcowaniu po plaży i skoncentrować się na pisaniu pracy magisterskiej oraz zdawaniu końcowych egzaminów. Gdy stałem się inżynierem, podejmującym pracę w dużym zakładzie przetwórstwa spożywczego, nastał czas myślenia o przyszłości, wybranie sobie zdrowego hobby. Przez przypadek w 1963 roku wpadło mi w ręce polskie czasopismo „Sport dla Wszystkich”, którego treść była w sam raz dla mnie – byłego „mister plaża”.

Urzekła cię magia budowania ładnej atletycznej sylwetki, siły oraz zwiększania sprawności fizycznej?
Miałem 27 lat i wiedzę o sportach siłowych, gdyż sporo przeczytałem literatury rosyjskiej o atletach i sportach siłowych, ale one mnie wówczas nie pociągały. Dopiero w „Sporcie dla Wszystkich” odkryłem atrakcyjną formę kulturystyki, ćwiczeń pozwalających kształtować mięśnie i siłę.
Właśnie pod wpływem tego, o czym pisał redaktor Stanisław Zakrzewski, zapisałem się do sekcji podnoszenia ciężarów ryskiego klubu „Dynamo”. Trenowali tam mistrzowie ZSRR w podnoszeniu ciężarów oraz osobno grupa pierwszych entuzjastów kulturystyki. Wykonywaliśmy typowe ćwiczenia kulturystyczne sztangą i odważnikami, które są i teraz bardzo popularnym sprzętem używanym przez zawodników różnych dyscyplin sportowych. Ćwiczyliśmy również podnoszenie ciężarów, jak martwy ciąg, przysiady, podrzut, wyciskanie stojąc, rwanie itd. Po kilku latach treningu rozbudowałem mięśnie, zyskałem na sile i stałem się najlepszym kulturystą Rygi.

Startowałeś w zawodach?
Wiosną 1968 roku debiutowałem w ogólnorosyjskich zawodach w Kownie. W tym samym roku startowałem w turnieju o „Bursztynowy Puchar’, które odbyły się Pałandze. Po konkurencjach siłowych prowadziłem w kategorii seniorów 175 cm wzrostu. W drugim dniu zawodów odbyło się pozowanie, do którego nie przykładałem wagi uważając, że prężenie mięśni przed widownią jest mało poważne, jakby bardziej odpowiednie dla narcyza, niż dla prawdziwego sportowca. Zresztą kilka lat wcześniej sam się „napinałem” na plaży, a teraz stałem się sportowcem (śmiech!). Nonszalanckie pozowanie zadecydowało, że spadłem na trzecie miejsce.

Upłynął rok i wylądowałeś na stałe w Warszawie
W Polsce mieszkali moi rodzice, siostra studiowała prawo na Uniwersytecie Warszawskim, więc z radością i ja zakotwiczyłem w tym wspaniałym kraju. Tuż po przyjeździe w pierwszej kolejności zacząłem szukać w Warszawie siłowni i sauny do regeneracji skutków treningów. Przez przypadek trafiłem do „Błyskawicy”, ale bałem się, że tamtejsi kulturyści pogonią mnie, bo po co im człowiek z radzieckim paszportem w kieszeni.

I co dalej było?
Dobrze wiesz! Trafiłem na ciebie – ważnego kierownika, który tam rządził mocną ręką. Pamiętam, że powiedziałeś – czuj się jak u siebie! I tak się czułem. Była tam wspaniała sportowa i koleżeńska atmosfera. Wkrótce stałem się reprezentantem klubu, pojechałem z cała drużyną na ogólnopolskie zawody do Radomia i zająłem 4 miejsce w kat. seniorów powyżej 173 cm wzrostu. Kilka miesięcy później bladym świtem wyjechałem wraz z kolegami pociągiem do Sopotu na mistrzostwa Polski kulturystów. Po siedmiu godzinach jazdy zwykłym pociągiem przybyliśmy na miejsce zakwaterowania w drewnianych domkach Sopot - Kamienny Potok.W zawodach „Sopot 69” powtórzyłem wynik z radomskich zawodów. Udział w tych sportowych imprezach mile wspominam.

Będąc wówczas w Sopocie nie odmówiłeś sobie pobytu na plaży.
Wówczas kulturysta miał obowiązek propagować swój sport i przyciągać do niego nowych zwolenników. Mnie wychodziło to najlepiej na plaży i szczególnie w stosunku do kobiet. Wystarczyło pokazać się na plaży, trochę popływać, po wyjściu z wody zrobić salto i już stawało się łakomym kąskiem dla dziewcząt. One wręcz pożerały oczami ładnie zbudowanych uczestników sopockich zawodów, a sprawność fizyczna atletów wręcz je oszałamiała.

W Polsce łatwiej było ci żyć z radzieckim paszportem?
Wówczas Polskę odbierałem jak zachodnią Europę, bo przecież zaczęła się otwierać gospodarczo i politycznie. W kinach filmy amerykańskie, włoskie i francuskie, które przez dwa pierwsze miesiące oglądałem codziennie. A bywały dni, w których oglądem dwa filmy. W sklepach „Peweksu” towary zachodnie. Dużo inwestycji, w tym budowy domów mieszkalnych, a ludzie mili. Było mi dobrze, bo dostałem dobrą pracę tłumacza w dużym przedsiębiorstwie przemysłowym. O takim kraju marzyłem mieszkając w ZSRR.

A na treningi przyjeżdżałeś „Trabantem”.
Nie ja jeden. Przyjeżdżał jeszcze Marian Glinka niebieskim Fiatem, którego, jak się chwalił, dostał na talon otrzymany od samego sekretarza partii. Moje zaś autko było prezentem od mojego ojca mieszkającego w Bytomiu. „Plastykowy” samochodzik, mimo że miał już 6 lat, i kilka razy go naprawiałem sprawował się dobrze. W miejskim ruchu dawał sobie radę, był mały i zwinny. Pewnego dnia wracając z treningu, jadąc Alejami Jerozolimskimi szybko slalomem między samochodami, zbliżyłem się do skrzyżowania z ulicą Kruczą i nagle przed maską zauważyłem biegnącego nieporadnym krokiem człowieka. Błyskawicznie wcisnąłem hamulec, Trabancik z piskiem opon stanął prawie dęba, ale pechowy osobnik jednak „grzmotnął jak worek” w plastykową karoserię i padł. Huk był tak wielki, jakby samochodzik miał się rozsypać w drobny mak. Zamarłem, bo jeśli przechodzień martwy, to ja – obywatel radziecki wracam ciupasem z obstawą milicji za Bug i żegnaj zachodzie. Zrobiło się zbiegowisko, ludzie o groźnych minach krzyczeli: zabił człowieka, milicja!

Fatalna sytuacja
Wychodzę i patrzę – Trabancik ma małą dziurę, a leżący coś mamrocze, więc jeszcze żyje. Zjawia się milicyjna „Warszawa”, wyskakuje z niej czterech funkcjonariuszy z białymi pałkami, za chwilę podjeżdża karetka pogotowia z lekarzem. Nogi mi się ugięły, a niepotrzebnie, gdyż poszkodowany był w stanie silnego upojenia alkoholem i tylko łokieć miał stłuczony. Na otrzeźwienie dostał kilka pał i zabrali go do izby wytrzeźwień, a mnie po wylegitymowaniu radzieckim paszportem grzecznie zaproszono do komisariatu. Przy herbacie podpisałem protokół i przez ponad godzinę rozmawiałem z władzą o reprezentacyjnej drużynie radzieckich hokeistów. Jak można było nie lubić Polski?

Z Polski później wyjechałeś!
Ale sympatia została na trwałe. Gdy nastał w Polsce okres wielkiej emigracji, wyjechałem do Szwecji, a moja siostra do USA. Nie żałuję, bo Szwecja to kraj zamożny, silny gospodarczo, wzorcowo administrowany i proekologiczny. Kraj wielce przyjazny dla dzieci i osób starszych. Można jednak ponarzekać na białe noce, mało słońca w ciągu roku i wysokie podatki. W Szwecji założyłem rodzinę, wychowałem z żoną dzieci i zawsze miałem pracę. Jestem zadowolony, że w tym kraju mieszkam na stałe. A do Polski, tylko przez Bałtyk, godzina lotu samolotem.

Nie myślałeś o wyjeździe do Nowego Jorku, w którym masz rodzinę?
Rozważałem to. Pod koniec lat 60 –tych mogłem wybrać USA jako stałe miejsce zamieszkania i tam znalazłbym wszystko, czego w młodości pragnąłem. Wybrałem kraj europejski, bo w nim, jak się okazało, jest mi najlepiej. W Nowym Jorku często bywam i nawet ćwiczę. Z tego miasta wypuszczam się na wycieczki turystyczne w głąb kraju. Po miesięcznym pobycie na ogół wracam do starego i pełnego uroku Sztokholmu, skąd blisko do mojej rodzinnej Rygi, wspaniałego miasta na Łotwie, lub do Sopotu, w którym czuję się zawsze młodym, jak wtedy, kiedy w tym nadmorskim kurorcie startowałem w zawodach kulturystycznych.


(Na zdjęciu: Daniel wyciska 2-u pudowy odważnik. Ryga 1965 r.).

Zmieńmy temat, porozmawiajmy o Twoich ćwiczeniach w Szwecji.
Po przyjedzie do Sztokholmu przez kilka miesięcy ćwiczyłem u znajomego w jego domowej siłowni wyposażonej w niezbędny sprzęt. Po podjęciu pracy w Radio Szwecja trenowałem w siłowni dla pracowników tej rozgłośni do końca 2008 roku. W czasie częstych służbowych pobytów poza Sztokholmem, zawsze szukałem klubu lub siłowni by ćwiczyć. Były ekskluzywe wyposażone w najnowocześniejsze maszyny ułatwiające „budowę” mięsni, ale trenowałem również w pomieszczeniach jakby przeniesionych z lat 60. Były w nich sztangi i odważniki ale mnie to nie przeszkadzało, Np. we Władywostoku, ćwiczyłem z ciężarowcami, a na sali było kilka stopni powyżej zera, a ja nawet nie nabawiłem się kataru, gdyż po treningu wygrzałem się w łaźni parowej.

Po zakończeniu treningu i pobycie w saunie siłowni Radia Szwecja raczej nie było warunków, aby trening siłowy zakończyć biegiem terenowym w stroju nudysty?
Nie, bo siedziba Radia mieści się w centrum miasta, ale nawet w zimowy dzień byłoby to możliwe. Wystarczyłoby tylko mieć na sobie majtki, aby być akceptowanym przez przechodniów. Szwecja jest krajem, w którym kultura fizyczna jest widoczna na ulicy. Nawet w nocy widać dziesiątki osób w różnym wieku, biegnących lub jadących na rowerach w chłodny, deszczowy i bardzo wietrzny dzień. Każda z tych osób ma już zahartowany organizm, więc uprawiają sport mając na sobie tylko przewiewny strój składający się z koszulki, spodni od dresu i adidasów. Na obrzeżach miasta w części zabudowanej domami willowymi wśród lasu i w pobliżu jeziora nikogo to nie gorszy. W Skandynawii od wieków wiadomo, że rozgrzane nagie ciało najlepiej hartuje się w lodowatej wodzie lub śniegu.

Tak sobie przez lata regularnie ćwiczyłeś dla siebie, dla przyjemności, dla zdrowia, a jednocześnie regenerowałeś w saunie organizm. A wyniki sportowe były?
Treningi siłowe i sauna to dla mnie znakomite połączenie, od wieków stosowane w Rosji przez atletów. Ćwiczyłem rekreacyjnie bez ambicji by zostać najlepszym. W miarę upływu lat moje wyniki siłowe stopniowo się poprawiały, zaś waga ciała wahała się w granicach 87 - 92 kg. Koledzy z rozgłośni Radio Szwecja – za moimi plecami – nazywali mnie „Mocny Rusek”, a w relacji zawodowej oficjalnie „Silny Daniel”. Zasłużyłem sobie na takie określenia. W 1985 roku mając 49 lat (ważąc 90 kg) w wyciskaniu sztangi leżąc uzyskałem 165 kg. W martwym ciągu podniosłem 220 kg, a w przysiadzie uzyskałem 205 kg. Trzy lata później w trójboju siłowym zaliczyłem 570 kg. W następnych latach swój trening ukierunkowałem na kształtowanie mięśni i utrzymanie wyniku w wyciskaniu sztangi leżąc.

Udało ci się?
Mięśnie, ich wygląd, kształt i wielkość powolutku pozytywnie się modelowały, zaś z siłą było gorzej. W latach 1983 - 1985 startowałem w mistrzostwach Rozgłośni Radio Szwecja zajmując w trójboju siłowym drugie miejsca. W 56 roku życia w leżeniu uzyskałem – 160 kg, cztery lata później 150 kg. W wieku 68 lat wycisnąłem – 140 kg. To ćwiczenie zawsze wykonywałem poprawnie technicznie, tj. wyciskałem siłowo, płynnie, równomiernie prowadząc sztangę. Nie mostkowałem i nie miałem na sobie „sprężającej koszulki” dodającej siły o 40 - 60 kilogramów. Obecnie regularnie wyciskam ciężar 135 kg.

Dalej ćwiczysz w radiowej siłowni?
W 2009 roku po 39 latach pracy w radiu przeszedłem na emeryturę w wieku 73 lat. Zmieniłem również siłownię. Spośród kilkudziesięciu fitness klubów znajdujących się w centrum Sztokholmu wybrałem Klub Fitness24 Seven najbliższy miejsca zamieszkania. Idąc bez pośpiechu po 15 minutach jestem już przed wejściem do tego klubu, czytnik elektroniczny dotykam wskazującym palcem i drzwi się otwierają. Przebieram się w szatni i po rozgrzewce mięśni zaczynam ćwiczyć.

Wybór siłowni był trudny?
W Szwecji jest ich ponad 300, a większość z nich to moloch o powierzchni dochodzącej do 4 tysięcy metrów kwadratowych. W Sztokholmie, tych dużych ośrodków jest ponad 50, do tego dochodzą osiedlowe i malutkie usytuowane w blokach mieszkalnych. Klub w którym ćwiczę jest jednym z kilku tej samej firmy rozmieszczonych po kraju oraz w w Norwegii i Finlandii. Wszystkie one charakteryzują się tym, że są czynne 24 godziny na dobę. Pod względem wyposażenia i obsługi instruktorów, czystości pomieszczeń stoją na wysokim standardowym poziomie, a przy tym są na kieszeń każdego poczynając od ucznia a kończąc na emerycie. Panuje w nich wyjątkowa atmosfera i kultura sportowa sprzyjająca do treningu. Na sali są osoby w różnym wieku i statusie zawodowym.

Dwa lata temu byłem z Tobą w kultowym klubie szwedzkich atletów. Ty tam ćwiczyłeś, a ja rozglądałem się po jego zabytkowych wnętrzach, oglądałem plansze i zdjęcia atletów obrazujące historię tego klubu.
Pamiętam, był to dobry dzień do odwiedzin, bo na sali ćwiczyli nastolatki i leciwi weterani, była również ładna i zgrabna dziewczyna, mistrzyni Szwecji w trójboju siłowym. Ja wówczas regularnie odwiedzałem ten klub „Sztokholm Atletklubb (SAK)”. Raz w tygodniu trenowałem w nim tylko wyciskanie leżąc pod opieką trenera specjalizującego się w treningu atletycznym
Klub ten został założony w 1905 roku jako klub specjalizujący się w podnoszeniu ciężarów i boksie. Na początku miał znakomite sukcesy w boksie. W 1910 roku organizował gale boksu dla amatorów i zawodowców, propagując tą dyscyplinę. . Boksu już się w Szwecji nie uprawia, więc działalność klubu sprowadza się do prowadzenia sekcji podnoszenia ciężarów i trójboju siłowego dla mężczyzn j kobiet. W latach 40 oraz 70- tych klub miał najbardziej udane sezony. Kilkunastu elitarnych ciężarowców tego klubu reprezentowało międzynarodową klasę sportową. Obecnie ćwiczy w nim kilku atletów weteranów w tym legendy Lars Noren i Conny Nilsson i oni są siłą napędową działalności tej siłowni. Przyszłość jest w młodzieży, która czyni postępy i rokuje ze w seniorach będzie odnosiła sukcesy.

Twoja żona również ćwiczy w fitness klubie?
Systematycznie od lat, ale w innym klubie, gdyż słusznie uważa, ze bym jej przeszkadzał udając osobistego trenera (śmiech). Ćwiczy z koleżankami w klubie „Sturebadets” który powstał w 1885 roku. W latach 20 ubiegłego stulecia często wpadała do niego „boska” Greta Garbo. Sławna gwiazda ekranu najbardziej lubiła korzystać z łaźni tureckiej zdominowanej wówczas przez mężczyzn i do tego namawiała panie. Skutkiem tego panom podziękowano i do łaźni przychodziły tylko artystki i damy z arystokracji. Współcześnie jest to ekskluzywny. kameralny kompleks ćwiczeń ciała i odnowy organizmu dostępny również dla panów. Wcześniej wspomniałem, że moi synowie również uprawiają rekreacyjnie sport. Do grana aktywnych sympatyków „sportowego ruchu” należy i moja siostra mieszkająca w USA. Jest cenionym profesorem fizjologii mózgu, a po pracy kilka dni w tygodniu sumiennie „trenuje” na parkiecie taniec towarzyski. To bardzo wszechstronna i ekscytująca forma ruchu, znakomicie wyrabiająca wszystkie cechy motoryczne. Wynikiem jej ćwiczeń - rzucających się w oczy - jest jej zgrabna sylwetka, którą utrzymuje od ponad 30 lat
Rozmawiał Jan Włodarek, marzec 2013, Sztokholm – Warszawa

Część druga jest w dziale "WYWIADY”.
Rej.711./WYWIADY - 29 /2013.04.13/ JWIP.PL
Aktualizacja :2013.06.05. , godz. 16:58






Nie należy rozpoczynać treningu siłowego pod wpływem środków dopingujących i odurzających. Przed wykonywaniem opisanych tutaj metod treningowych i ćwiczeń należy się skonsultować z lekarzem. Autorzy i właściciel strony JWIP.PL nie ponoszą jakiejkolwiek odpowiedzialności za skutki działań wynikających bezpośrednio lub pośrednio z wykorzystania informacji zawartych na tej stronie.
Ostatnie Artykuły
Zmarł Antoni Kołe...
Pozdrowienia z wa...
Przemysław Kwiatk...
Stawiałem na wsze...
Cytryna na zdrowi...
Flesz
Nad Wisłą, 1969 r.
Nad Wisłą, 1969 r.
SŁAWOMIR - THOMAS FILIPOWICZ
Na forum
Tylko aktywnych zapraszamy na forum
oraz
do Pionierów



















































Jeżeli na tej stronie widzisz błąd, napisz do nas.

Jan Włodarek | Historia | Sylwetki | Wywiady | Porady | Trening | Dietetyka | Medycyna | Wspomaganie | Sterydy | Ośrodki | RÓŻNE