Strona Główna

Nasz program

O nas

Forum

Galeria zdjęć

PIONIERZY

Kontakt
Artykuły:
Jan Włodarek
Historia
Sylwetki
Wywiady
Porady
Trening
Dietetyka
Medycyna
Wspomaganie
Sterydy
Ośrodki
RÓŻNE
Statystyka
Odwiedziło nas:
4672794
osób.
Oni są z nami:
Ciało nie ma dla mnie tajemnic
Rozmowa z Wojciechem Siudmakiem

Wielu młodych ludzi wchodziło w świat sciece fiction dzięki pana obrazom, zdobiącym okładki „Fantastyki”, a co kształtowało pana wyobraźnię?
WOJCIECH SIUDMAK: Kiedy wracam do lat dzieciństwa, przypominam sobie reprodukcje Rubensa, Rembranta, książki o mitologii greckiej. Pamiętam, jak zachwycały mnie rysunki Ingres’a. Do niego nieustannie wracam, jego właśnie uznałem za jednego ze swoich mistrzów. Profesor to nie byle jaki, bo chyba obok Leonarda da Vinci i Michała Anioła jeden z największych rysowników w historii sztuki. Rysowanie było moja pasją od dzieciństwa. Na pytanie, co chciałbyś robić, gdy dorośniesz, odpowiadałem zawsze- chciałbym malować jak Jan Matejko.

Podobno po czasie studiów na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie buntował się pan przeciw sztuce abstrakcyjnej...
Dla takich mistrzów jak Picasso zawsze miałem i będę mieć wielki szacunek i podziw. Kiedy jednak patrzę na prace niektórych abstrakcjonistów, mam wrażenie, że powstają w sposób mechaniczny, wręcz „murarski”. Mnie takie malarstwo nie odpowiada. Na ASP próbowałem, oczywiście, różnych stylów i technik. Abstrakcję traktowałem jako rodzaj zabawy, odpoczynek. Im bardziej jednak oddawałem się tego rodzaju sztuce, tym bardziej czułem, że brnę w ślepy zaułek.

Zaraz po studiach wyjechał pan do Francji. W rzeczywistości lat 60. Nie było to łatwe...
Pojechałem jako turysta. Francja zawsze mnie fascynowała. W połowie lat 60. francuska literatura i sztuka były w Polsce popularne. Wystarczy wymienić filmy z Jeanem Gabin, Brigitte Bardot, Danielem Gelin, Gerardem Philippem.

Z pańskich rysunków widać, że nurtuje pana problem czasu. Czy dlatego, jakby wbrew niemu, lubi pan pokazać wyłącznie ludzi pięknych i młodych, o doskonałych kształtach?
Rolę, jaką pełni czas w naszym życiu, odkrywamy dość późno. Przeważnie wtedy, gdy zostało nam go niewiele. Ze mną było inaczej. Z rodzinnego Wielunia zapadły mi w pamięci korowody żałobne. Powiedziałbym, że – jak to się dzieje w każdym małym miasteczku – one właściwie wyznaczały rytm życia, przypominając słynna maksymę „momento mori”. Rzeczywiście w większości moich prac postacie wydają się wyidealizowane. Starają się stać „poza czasem”. Ludzkie ciało nie ma dla mnie tajemnic, bo chodziłem też na lekcje anatomii i myślę, że gdybym nie był malarzem, wybrałbym z pewnością medycynę. Ale mam także w swoim dorobku postacie odpychające, czasem wręcz karykaturalne. Zdarza się podczas rozmów telefonicznych z nową osobą, że szkicuję jej portret psychologiczny. Nie stronię też od karykatur, ale to rysunki do szuflady.

Ma pan wielu entuzjastów. Współczesny Salvadore Dali czy Michał Anioł epoki science fiction to tylko niektóre określenia. Ale są i przeciwnicy. Mówią, że tworzy pan sztukę komercyjną...
Opinii, że moje obrazy dobrze się sprzedaj, nie traktuję jako zarzutu. Gdy spojrzymy na historię sztuki, czyż nie uznamy, że Michał Anioł był komercyjny? Komercyjny był też Leonardo da Vinci. Każdy z nich dobrze się sprzedawał i czekał na konkretne zamówienia. Nikt przecież nie powiedział, że prawdziwa sztuka to ta, która nie znajduje nabywców.

Najbardziej spektakularnym wydarzeniem w pańskiej karierze był pokaz prac na fasadzie świątynii Ramzesa II w Abu Simbel w Egipcie. Dlaczego właśnie tam?Świątynia Ramzesa to miejsce, gdzie wedle starożytnych egipcjan powstał świat. Znalezienie się tam łączy się z uczuciem szczególnego rodzaju.

Pewnie podobne towarzyszyło panu podczas wystawy na wieży Eiffla na przełomie 2000 i 2001 roku...
Władze Paryża zdecydowały się powitać III tysiąclecie moją ekspozycją. Tak się złożyło, że dyrektorka wieży Eiffla jest wielka miłośniczka science fiction, Juliusza Verne’a i Gustawa Eiffla. A wiadomo, że obaj panowie: znakomity pisarz i wybitny architekt bardzo się przyjaźnili. Na wieży jest nawet niewielki salonik, w którym często rozmawiali popijając szampana i snuli wizje przyszłości. Wielokrotnie odwiedzałem ten salonik i czułem się w nim jak gość, a nie intruz. To jeden z tych uśmiechów losu, które pozostają w pamięci na całe życie.

Ma pan zaufanie do losu, czy raczej lubi się pan z nim zmagac?
Patrząc na moje życie i twórczość mam wrażenie, że istnieje jakieś wyjątkowe porozumienie między mną a losem. I pragnę, aby tak zostało.
Rozmawiał Jan Bończa - Szabłowski
"Rzeczpospolita", 11.08.2003 r

Nie należy rozpoczynać treningu siłowego pod wpływem środków dopingujących i odurzających. Przed wykonywaniem opisanych tutaj metod treningowych i ćwiczeń należy się skonsultować z lekarzem. Autorzy i właściciel strony JWIP.PL nie ponoszą jakiejkolwiek odpowiedzialności za skutki działań wynikających bezpośrednio lub pośrednio z wykorzystania informacji zawartych na tej stronie.
Ostatnie Artykuły
Spotkanie z ambas...
Zmarł Antoni Kołe...
Pozdrowienia z wa...
Przemysław Kwiatk...
Stawiałem na wsze...
Flesz
Jewgienij z dziewczętami, 2011 r.
Jewgienij z dziewczętami, 2011 r.
JEWGIENIJ KOŁTUN, ROSJA
Na forum
Tylko aktywnych zapraszamy na forum
oraz
do Pionierów



















































Jeżeli na tej stronie widzisz błąd, napisz do nas.

Jan Włodarek | Historia | Sylwetki | Wywiady | Porady | Trening | Dietetyka | Medycyna | Wspomaganie | Sterydy | Ośrodki | RÓŻNE