Strona Główna

Nasz program

O nas

Forum

Galeria zdjęć

PIONIERZY

Kontakt
Artykuły:
Jan Włodarek
Historia
Sylwetki
Wywiady
Porady
Trening
Dietetyka
Medycyna
Wspomaganie
Sterydy
Ośrodki
RÓŻNE
Statystyka
Odwiedziło nas:
4201696
osób.
Oni są z nami:
Superglina z ulicy Małej (2). Autor:Henryk Jasiak
Cz. 2.

Jednostka antyterrorystyczna MO interweniowała nie tylko przy unieszkodliwianiu porywaczy samolotów, których jest zresztą coraz mniej z uwagi na zaostrzone środki bezpieczeństwa. Jej udziałem było kilka innych brawurowych akcji, w których bral udział mjr Edward Misztal.

- Dość szerokim echem w prasie warszawskiej odbiła się sprawa znanego wcześniej, groźnego przestępcy Maliszewskiego. Uciekł z więzienia i był poszukiwany przez milicję w całym kraju. Rozpoznał go milicjant w domu towarowym w centrum Warszawy. Bandyta nie patyczkował się, wyciągnął broń i ciężko postrzelił funkcjonariusza. Do akcji ruszyła nasza jednostka, trzeba było koniecznie unieszkodliwić człowieka, który miał broń i bez pardonu jej używał. Po pewnym czasie ustaliliśmy, że ukrywa się w jednym z mieszkań w bloku na Ursynowie. Przebywał tam wraz z dwoma kompanami i konkubiną, która miała przy sobie 8 – miesięczne dziecko. W tej sytuacji bezpośredni atak na mieszkanie był ryzykowny, tym bardziej, że Maliszewski i jego koledzy mieli trzy pistolety i amunicję. Dowiedzieliśmy się jednak, że używają oni samochodu fiat 125, w kolorze pomarańczowym. Wokół tego bloku stały aż trzy takie samochody, nie wiedzieliśmy, który należy do przebiegłych przestępców.

Pewnej nocy przybiliśmy, więc koła we wszystkich samochodach pomarańczowych fiatach i czekaliśmy. Pod oknem mieszkania Maliszewskiego leżeli nasi ludzie, część ukryła się na klatce schodowej. Ten zdołał wyjść na zewnątrz budynku. Po prostu znakomicie się ucharakteryzował, przygarbił się i lekko powłóczył nogą. Razem z kolegą wsiedli do fiata o pomarańczowym kolorze i to był sygnał, że musimy wkroczyć do akcji.
Maliszewski usiadł z tyłu, jego kolega za kierownicą. Kiedy uruchomił silnik i usiłował ruszyć, poczuł, że ma tzw. kapeć w oponie. Wysiadł z samochodu i zaczął sprawdzać, które to koło. W tym momencie podjechał mercedes z zachodnioniemiecką rejestracją, wysiadło z niego dwóch naszych ludzi w dżinsach i jeden z nich, po niemiecku, trzymając plan miasta w ręku usiłował dowiedzieć się o jakąś ulicę. Krótki moment i drugi z kolegów zagroził kierowcy pistoletem, a ten z mapą szarpnął tylne drzwi i dotknął lufą głowy Maliszewskiego. Przestępca nie zdążył na szczęście użyć broni, a miał przy sobie trzy pistolety.

Prawie 2 lata trwała akcja mająca na celu schwytanie groźnego bandyty Koryckiego grasującego na Podlasiu. Miał on na swoim koncie zabójstwo młodego chłopaka, który właśnie wyszedł z wojska, ciężko zranił też 3 milicjantów. W okolicy zyskał opinię Janosika. Rabował wagony na stacji przeładunkowej w Łukowie, za żywność i zachowanie tajemnicy rozdawał okolicznym chłopom dywany i telewizory. Ukrywał się w lasach, miał do dyspozycji kilka bunkrów, świetnie zamaskowanych. Był niezwykle przebiegły, doskonale znal okolice, zawsze chodzil uzbrojony w pepeszę i pistolet, przy pasie nosił dwa granaty. W sumie była to bardzo kosztowna akcja, brało w niej udzial wielu ludzi, nieraz tygodniami zakamuflowani pozostawali oni w lesie. Wreszcie dostaliśmy cynk, że bandyta znajduje się w określonej połaci lasu. Szedłem nieco z boku, moi dwaj podładni z przodu po prawej stronie. Korycki stal ukryty w jałowcu, ubrany w kożuch, który harmonizował z otoczeniem. Nasi chłopcy przechodzili kilkanaście metrów od jałowca, ale jak sami później przyznali; nigdy by go nie zauważyli. Bandyta strącił jednak zimną krew i wygarnął do nich z pepeszy. Na szczęście niecelnie. Nasz wyszkolony komandos błyskawicznie padł na ziemię i oddal trzy strzały z rewolweru typu colt. Wszystkie trafne. Korycki, aczkolwiek ranny w głowę, rękę i pośladek przeżył, później odbył się jego proces.

To tylko niektóre z bardziej znanych opinii publicznej akcji, w których bezpośrednio lub pośrednio udział brał mjr Edward Misztal.

Maratończyk na spadochronie
W jednostkach specjalnych, wojskowych lub milicyjnych, służą ludzie, którzy „ nie mieszczą się we własnej skórze, bo rozpiera ich energia”. Do takich należy właśnie mjr Edward Misztal. Przydatność do takiej służby opiera się w dużym stopniu na wysokiej sprawności fizycznej i odwadze, a tej naszemu bohaterowi nie brakuje.

Superglina z Pragi, poza Szkołą Oficerską MO, ukończył studia w Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu, jedynej uczelni ze specjalizacją spadochroniarstwa. Posiada nie tylko tytuł magistra wf, trenera II klasy, brązową, srebrną i złotą odznakę spadochroniarza z 3 diamentami, ale i instruktora I klasy w tej specjalności. Do tej pory skakał z samolotu lub helikoptera aż 1203 razy, pamięta dobrze lądowanie w piaskownicy do skoku w dal na stadionie we Wrocławiu. Taki był wymóg egzaminacyjny dr Stanisława Maksymowicza, znanego pilota i spadochroniarza, który prowadził zajęcia za specjalizacji w AWF. To wspomnienie budzi inne:

- Niedawno mój kolega z „Czerwonych Beretów”, również absolwent AWF, kupił sobie pod Warszawą. Kiedy spotkaliśmy się, zaprosił mnie wraz z kolegami – spadochroniarzami z naszej dywizji na tzw. parapetówkę. Zwróciłem się z prośbą do gen. Edwina Rozłubirskiego, który za naszych czasów był dowódcą „Czerwonych Beretów”, aby pozwolił na złożenie wizyty na spadochronach. Podrzucił nas helikopter MI-6 i wszyscy, a było nas 17, wyhodowaliśmy na działce mocno zaskoczonego kolegi.

Nasz bohater podobny „numer” wykonał w 1986 roku, kiedy zgłosił się do biegu w warszawskim Maratonie Pokoju. Gdy wszyscy byli już na linii startu. Misztal zawisł na spadochronie nad Stadionem Dziesięciolecia, zgrabnie wylądował i ruszył na trasę. W sumie przebiegł cztery maratony, zaliczył tez bieg na nartach na dystansie 50 km.

Innym jego wyczynem jest udział w klasycznym triathlonie rozegranym w Kaliszu, nieoficjalnych mistrzostwach Polski w tej coraz bardziej popularnej na świecie i w Polsce dyscyplinie. W ogólnej klasyfikacji zajął VII miejsce, a w swojej kategorii wiekowej okazał się najlepszym. Konkurencję – pływanie (3,8 km), jazda na rowerze (180 km), bieg (42,2 km) – ukończył w łącznym czasie 12 godzin, 21 minut.

Parę razy do roku bierze udział w kilkudniowych spływach kajakowych, można go często spotkać w Sali ćwiczeń warszawskiego ośrodka kulturystycznego „Błyskawica”. Mimo swoich 42 lat cieszy się fantastyczną wprost kondycją i sprawnością fizyczną.

Termin superglina choćby z amerykańskich filmów, jest bardzo modny ostatnio i cieczy się sympatią. Przede wszystkim z uwagi na sprawność i odwagę tych ludzi, którzy podjęli się ścigania przestępców oraz ochrony zwykłych obywateli. Do takich superglina w polskim wydaniu należy niewątpliwie mjr Edward Misztal, nieodrodne dziecko warszawskiej Pragi, chłopak z ulicy Małej.
Autor Henryk Jasiak kwiecień 1989 r.
Zobacz artykuł Jana Włodarka pt. „ Wychowawcy z Błyskawicy”, dział „Sylwetki".
Rej.549/ Sylwetki -49/2012.04.17/ JWIP.PL
Aktualizacja 2012.04.17, godz. 18:18

Nie należy rozpoczynać treningu siłowego pod wpływem środków dopingujących i odurzających. Przed wykonywaniem opisanych tutaj metod treningowych i ćwiczeń należy się skonsultować z lekarzem. Autorzy i właściciel strony JWIP.PL nie ponoszą jakiejkolwiek odpowiedzialności za skutki działań wynikających bezpośrednio lub pośrednio z wykorzystania informacji zawartych na tej stronie.
Ostatnie Artykuły
Przemysław Kwiatk...
Stawiałem na wsze...
Cytryna na zdrowi...
Z Antonim Kołecki...
Z Antonim Kołeck...
Flesz
Marian Glinka i Jerzy Burchart (2006 r.)
Marian Glinka i Jerzy Burchart (2006 r.)
SYLWETKI
Na forum
Tylko aktywnych zapraszamy na forum
oraz
do Pionierów



















































Jeżeli na tej stronie widzisz błąd, napisz do nas.

Jan Włodarek | Historia | Sylwetki | Wywiady | Porady | Trening | Dietetyka | Medycyna | Wspomaganie | Sterydy | Ośrodki | RÓŻNE